…My, Wilnianie…(…) Tuśmy wrośli od wieków, w tę Ziemię Wileńską i nikt jej obrazu z serca nam wyrwać nie jest w stanie. I po największej nawet burzy, ci z nas, co się ostali, zdrowi czy ranni, z okopów, lasu czy piwnic, z zagranicy, czy tylko z domu, wrócimy do swej ziemi i będziemy ją orać. Józef Mackiewicz. Gazeta Codzienna, 1939

Jak co roku w przeddzień Dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek trwa na wileńskich cmentarzach akcja  ”Znicz na nie odwiedzanym grobie” (Žvakelė ant nelankomo kapo), połączona z jesiennym sprzątaniem miejsc wiecznego spoczynku. Ponieważ stare wileńskie cmentarze znajdują się na pofałdowanym terenie i są gęsto porośnięte starodrzewem – wymaga to znacznego wysiłku pracowników cmentarzy i społeczeństwa. Zachęcamy więc Wilnian i gości Wilna do udziału w akcji.

 

Stanisław Mackiewicz (Cat)

Miasto przepięknych cmentarzy

Od nazwy „miasta pięknych kościołów” bardziej jeszcze słuszna byłaby dla Wilna: nazwa „miasta .przepięknych cmentarzy”. W tym dziwnym mieście ogrodów najbardziej czarownymi są cmentarze.

Tu, w Anglii, stosunek .do śmierci jest zimny, powściągliwy, intymny. Nikt nie wynosi swego żalu na zewnątrz, odwozi się nieboszczyka czarnym samochodem prędko, bez zgiełku tłumu. Człowiek umierający jest jak sardynka, którą wpakują do metalowej puszki. W krajach katolickich jest inaczej. Umiera się, jak już powyżej napisałem, wśród podniosłego obrzędu. Po ulicach Wilna chodzą (czy też chodziły)pogrzeby żydowskie w towarzystwie „płaczek”, które zawodzą głośno i histerycznie. Ale i pogrzeby katolickie, aczkolwiek dostojne i majestatyczne, mają swój długi ceremoniał, pienia, muzykę, która oddziaływa na serce, potęguje w człowieku strach śmierci, pomnaża żal za umarłych, utrwala a cementuje mistyczny strach wobec życia zagrobowego. Największe przeżycie osobiste dziecka polskiego, katolickiego – to pierwszy rodzinny pogrzeb. Pamiętam pogrzeb swej babki, matki ojca, którą zresztą mało znałem i mało byłem do niej przywiązany. Miałem lat dziewięć, byłem wrażliwy i nerwowy. Pogrzeb dłużył się przez dwa dni, jednego dnia wieczorem eksportacja do kościoła, .na druga dzień pogrzeb, chór kościelny, straszne „Miserere” – wszystko to przysłoniło mi kirem śmierci i strachu kilka miesięcy dziecinnego życia. Była wtedy piękna wileńska wiosna, słońce odbijało się w kałużach, po których jechał żałobny karawan na cmentarz.

Motto: [...] Na ziemi pozostaje łgarstwo, fałsz, przeinaczane fakty, tendencyjna kronika wypadków, wrzaskliwe uogólnienia. Na nic to wszystko. Wielkie doświadczenie, dokonane za cenę krwi i rozpaczy, przepada dla potomności. I po wielkim wybuchu, jak popiół z wulkanu opada i ściele się bezwartościowy osad pustych sloganów.

Józef Mackiewicz, „Sprawa pułkownika Miasojedowa”

Wydarzenia w relacjach polsko – rosyjskich, będące bezpośrednim bądź pośrednim następstwem tragicznej śmierci Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i towarzyszących mu w wyprawie na obchody zbrodni katyńskiej osób, wyzwoliły, po polskiej stronie, szereg zachowań, których punktem odniesienia była historia, a źródłem chęć poprawy aktualnej kondycji stosunków na linii Warszawa – Moskwa. Dodatkowym dla nich impulsem była kolejna, 65-ta już rocznica, upadku nazistowskich Niemiec, którą hucznie, czyli jak zwykle, obchodzono w Moskwie. Pośród tych zachowań trzeba wspomnieć apel kilkudziesięciu osobistości życia publicznego o zapalenie lampek 9 maja na grobach żołnierzy radzieckich. Jeden z sygnatariuszy owego posłania do narodu polskiego, Jego Ekscelencja arcybiskup Józef Życiński, uzasadnił swój podpis pod tekstem apelu w następujący, zdaniem niżej podpisanego, oryginalny sposób…. […] to nie są groby wrogów, ale ludzi, którzy PRZYNIEŚLI NAM WOLNOŚĆ…. (podkr. G.W; cytat za „Gazetą Wyborczą”). Chyba trudno o bardziej rozbieżną z obiektywną wiedzą historyczną i doświadczeniem osobistym setek tysięcy ofiar tej „wolności” pośród naszych rodaków wypowiedź dostojnika Kościoła na temat tego, co w latach 1944-1945 przynieśli do Polski żołnierze Armii Czerwonej, a co było bez wątpienia śmiertelnym wrogiem rzeczywistej wolności, w każdym jej wymiarze. Pewnej, smutnej symboliki, w kontekście przywołanej wypowiedzi Jego Ekscelencji, można upatrywać w tym, że jednymi z ostatnich „beneficjentów” owej „wolności”, przyniesionej nam w latach 1944- 1945 przez żołnierzy Armii Czerwonej, byli bracia Jego Ekscelencji ze stanu duchownego – księża: Popiełuszko, Niedzielak, Suchowolec i Zych. Na szczęście dla nas wszystkich „wolność”, o której mówił arcybiskup Życiński, skończyła się dwadzieścia lat temu i od tego czasu możemy cieszyć się prawdziwą wolnością. Po tamtej „wolności” pozostało jednak wielkie spustoszenie w świadomości ludzi, a jednym z najistotniejszych przejawów tegoż spustoszenia jest, trwająca do dziś, zapaść semantyczna, która nie oszczędziła nawet Jego Ekscelencji.

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com