Półprawda jest najobrzydliwszym kłamstwem. Szota Rustaweli, Witeź w tygrysiej skórze, w. XIII.
Jak nam się zdaje w czasach, kiedy hybrydowe rodzaje wojen i sporów nabierają coraz większego znaczenie i popularności, warto co i raz wracać myślą do Szoty Rustaweli, aby się nie zagubić w labiryntach złowrogiej propagandy, która przemilcza kluczowe fakty w celu uzyskania pozorów prawdy.
Do takich półprawd należą, naszym zdaniem, również wypowiedzi oraz poczynania Karola Nawrockiego oraz wtórujących mu osób, przedstawiających wzajemne tragiczne mordy na Wołyniu jako odosobniony, niesprowokowany wypad agresji, ani pół słowem nie wspominając jakie wydarzenia w stosunkach polsko – ukraińskich poprzedziły Wołyń 1943.
I w szczególności – całkowicie przemilczając międzywojenną politykę Polski na okupowanych terytoriach Ukrainy, Białorusi i Litwy, noszącej wobec Ukraińców, Białorusinów i Litwinów wszelkie znamiona faszyzmu.
Pomijając też długie stulecia od Unii Lubelskiej, kiedy to Wołyń i inne terytoria, przejęte przez Polskę bez uprzedniej zgody Wielkiego Księstwa Litewskiego, były rządzone w reżymie kolonii, gdzie lud ukraiński - to jedynie tłuszcza, motłoch, bydło i czerń, a czynione bezkarnie na nim sadystyczne okrucieństwa z okaleczaniem tysięcy osób włącznie służyły „ku pokrzepianiu polskich serc”. Zresztą Henryk Sienkiewicz nigdy nie był odosobniony w gloryfikowaniu polskiego szowinizmu wobec Ukraińców. A jak wynika z poczynań K. Nawrockiego i Ko, przez wieki ugruntowana kolonialna mentalność i ocena wobec bohaterskiego narodu ukraińskiego, dziś walczącego o swoją i naszą wolność, obficie owocuje w Polsce do dziś.
Warto też odnotować, iż okres międzywojenny w polskiej polityce wobec narodów historycznego Wielkiego Księstwa Litewskiego był szczególnie okrutny i tragiczny. Po zwycięskiej bitwie pod Warszawą Piłsudski szczodrze obdarował Lenina i bolszewików, przekazując im bez bitwy z własnej woli w październiku 1920 roku nie należące do Polski Mińsk i przyległe terytoria, tym samym ratując reżym bolszewicki przed upadkiem i przygotowując wstępne kontury przyszłego, zdaniem Ukraińców zdradzieckiego, polsko – sowieckiego Traktatu ryskiego z dnia 18 marca 1921, który przepołowił Białoruś i Ukrainę na części okupowane przez Polskę (zachodnie) i sowieckie (wschodnie). Mimo wcześniejszych polskich obietnic budowania zrębów ukraińskiej państwowości i mimo, że Ukraińcy ofiarnie walczyli po polskiej stronie w polsko – bolszewickiej wojnie w latach 1918 – 1919.
W tymże roku 1921, jak wiadomo, była przez Polskę okupowana również część Litwy z historyczną stolicą włącznie. I tylko bohaterski i ofiarny opór wojska i ludności naszego kraju zadecydował, iż Litwa ustrzegła się losu Ukrainy, który jej zgotowali Polacy i bolszewicy, Piłsudski i Lenin - z niezwykle daleko idącymi konsekwencjami. Dziś narody Finlandii, Estonii, Łotwy i Litwy, którym było dane wykorzystać i obronić krótki okres możliwości, są już na innym poziomie cywilizacji ludzkiej. Ukraina, natomiast, zmuszona jest kontynuować krwawe boje z pozostałościami bolszewizmu, rozpoczęte w drugiej dekadzie XX wieku. W decydującym stopniu dzięki złowrogiej okupacyjnej polityce państwa polskiego wobec Ukraińców w okresie międzywojennym.
Zresztą skala represji wobec wszystkiego, co było ukraińskie, wobec tych, co głosili hasła budowy niepodległego państwa ukraińskiego, stale rosła.
Tak w roku 1930 na osobisty rozkaz J. Piłsudzkiego dokonano pierwszej pacyfikacji t. zw. Małopolski Wschodniej (ówczesne województwa lwowskie, tarnopolskie i stanisławowskie), przeprowadzonej przez polskie władze administracyjne, policję i wojsko, która objęła 450 wsi i 16 powiatów.
Pacyfikacja polegała na przeprowadzaniu rewizji w budynkach mieszkalnych oraz siedzibach ukraińskich organizacji (również Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej), łącznie z niszczeniem budynków i mienia ruchomego, biciem oraz aresztowaniami. W czasie pierwszej pacyfikacji zamknięto również trzy gimnazja ukraińskie.
W wiejskich miejscowościach pacyfikację przeprowadzano w ten sposób, że najpierw otaczano wieś, potem u osób podejrzanych przeprowadzano rewizję łącznie ze zrywaniem podłóg i poszycia dachów. Przy okazji demolowano pomieszczenia i niszczono mienie, w tym również artykuły spożywcze. Podczas rewizji stosowano przemoc fizyczną i karę publicznej chłosty. Dodatkową karą było nakładanie na wsie kontrybucji i kwaterowanie we wsiach szwadronów kawalerii, których mieszkańcy musieli utrzymywać. Tylko w październiku 1930 rozwiązano 145 ukraińskich placówek społeczno-kulturalnych i 40 sportowych, zamknięto 8 spółdzielni i 46 kół „Proswity”.
Natomiast w roku 1934 za zgodą J. Piłsudskiego w Brezie Kartuskiej, nieopodal Prużan, został otwarty jeden z trzech polskich obozów koncentracyjnych, wzorowany na hitlerowskim obozie w Dachau, głównie ukierunkowany na prześladowanie i torturowanie Ukraińców, domagających się niepodległości Ukrainy. A procesem „wychowania” Ukraińców kierował, zdaniem Stanisława Mackiewicza (Cata) - chorobliwy sadysta Wacław Kostka – Biernacki, który osobiście planował i nadzorował realizację metod torturowania więźniów uznanych za przeciwników sanacji. Zresztą „gościło” tam również, bez sądów i śledztwa, liczne grono Litwinów - nauczycieli i działaczy środowiskowych - za nauczanie języka litewskiego, za upowszechnianie litewskich druków, za chęć zachowanie tradycji i elementów ojczystej kultury na swojej ojczystej ziemi, a okupowanej przez Polskę.
Po kolejnych czterech latach, tuż przed wojną, polskie władze w roku 1938 przeprowadziły drugą pacyfikację, która była skierowana przeciw prawosławnej ludności ukraińskiej. Tylko w tym okresie zburzono 127 cerkwi prawosławnych, co najmniej w kilkunastu przypadkach wystąpiło również bezczeszczenie świątyń. Niszczono i bezczeszczono nawet historyczne zabytkowe świątynie. W ramach drugiej pacyfikacji represjonowano duchownych prawosławnych, a prawosławnych wiernych zmuszano do zmiany wyznania na rzymskokatolickie.
Zresztą walka władz Polski z prawosławiem na terenie Zachodniej Ukrainy była prowadzona nieustannie od roku 1919 do 1939, metodami w zasadzie nie wiele odbiegającymi od bolszewickich, stosowanych wobec cerkwi i wierzących w Związku Sowieckim.
Mniej wiemy o tym, co się działo w czasie wojny i jak zachowywało zorganizowane polskie podziemie, w tym AK wobec Ukraińców. Tym niemniej ogólna wytyczna centralnego dowództwa AK była niezwykle wymowna i jednoznaczna – Litwini, Ukraińcy i Białorusini to wrogowie, z którymi nie można współpracować, a jak na wojnę przystało - trzeba prześladować i likwidować. Zresztą te przestępcze działania wobec tubylczej ludności na okupowanych ukraińskich, białoruskich i litewskich terenach wynikały ze strategii Polski, która nie zamierzała po wojnie okupowane terytoria opuścić. A dlatego już w roku 1942, jak wynika z ukraińskich źródeł, AK na Wołyniu aktywizowała swoje anty ukraińskie działania.
Dla głębszego zrozumienia sytuacji oddajmy głos Józefowi Mackiewiczowi, niezwykle wnikliwemu obserwatorowi wydarzeń wojennych w Europie środkowo – wschodniej, a w szczególności - na terytoriach historycznego Wielkiego Księstwa Litewskiego.
„[…]Za czasów bolszewickich (chodzi o pierwszą sowiecka okupację, przypis nasz) słyszało się bowiem często następujące dialogi:. „A ten X lub Y czy to człowiek pewny? – Taaak! To przecież Litwin”. W istocie złożyło się w ten sposób, że nie jakaś jedna warstwa społeczna, ale dosłownie cała Litwa była wrogiem bolszewików, straszną, mściwą, kułacką wrogością. Zaszedł bowiem podczas ostatniej wojny ciekawy paradoks historyczny na terenie Wschodniej Europy. Od Petsamo po Morze Czarne, wszystko co było demokratyczne z pochodzenia, a więc narody chłopskie jak Białorusini, Ukraińcy oraz te państwa, które zdobyły sobie niezależność niejako „rękami czarnymi od pługa”, Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa, uznały za wroga nr 1 – Związek Sowiecki. W jednolitym łańcuchu; jedynie „szlachecka” Polska i „kapitalistyczne” Czechy za wroga nr 1 uznały Trzecią Rzeszę, a z Sowietami zawarły przymierze. Nie jest zatem prawdą, co lubi zarzucać propaganda sowiecka Polsce, że dokonała ona rzekomo antysowieckiego wyłomu w przeciwniemieckim froncie sojuszników. Było właśnie odwrotnie: Polska dokonała istotnie wyłomu w solidarnym froncie, ale Europy Wschodniej, i – na korzyść Sowietów. Słowa „wyłom” używam tu może w sposób niezgrabny. Wydawać się bowiem może, iż przesądzam z góry kąt widzenia i słuszność stanowiska jednej ze stron. W tej chwili jednak nie chodzi mi o to, kto miał słuszność, a kto jej nie miał, tylko o ustalenie pewnego dziejowego stanu faktycznego. O słuszności nie można też sądzić na podstawie rezultatów końcowych. Obydwie strony przegrały. Jedna dlatego, że przegrali Niemcy, druga dlatego, że wygrały Sowiety. Ale ten stan faktyczny jaki był, jest dziś rzeczą drażliwą. Nie mówi się o nim wcale, albo go przekręca, a co najmniej naciąga dla użytku polityki bieżącej. Odcinek wojenny na naszych ziemiach jest krótki i dramatyczny. Po wojnie jednak nikt nie jest zainteresowany w przekazaniu całej prawdy historycznej, tej mianowicie, że tzw. „bratnie narody” wspólnoty państwowej dawnej Rzeczypospolitej znalazły się nie po tej samej, a po przeciwnej stronie barykady. Wszystkie nieszczęścia obydwu okupacji nie zbliżyły ich do „Korony”, a odwrotnie: pogłębiły jeszcze przepaść. Dowódca AK gen. Rowecki ściśle formułował w swej ocenie sytuacyjnej przesłanej do Londynu w roku 1942, stwierdzając:
A. Wróg: 1) Niemcy, 2) Litwini, 3) Białorusini, 4) Ukraińcy.
B. Sojusznicy: 1) Alianci Zachodni, 2) Sowiety.
Bo taki był schemat podziału istotnie.”…
( Józef Mackiewicz. O pewnej, ostatniej próbie i o zastrzelonym Bujnickim. 1954 r.)
Ten jedynie wyrywkowy przegląd historycznych wydarzeń w stosunkach ukraińsko - polskich, które poprzedziły wzajemne mordy Polaków i Ukraińców na Wołyniu, na pewno nie w pełni przedstawia głębię i zawiłość stosunków sąsiednich narodów. Tym niemniej niech ta wiedza będzie przeszkodą na szerokie upowszechnianie półprawdy, iż rzekomo Ukraińcy są winni tragicznych wydarzeń na Wołyniu, a dlatego jedynie Polska z Piłsudskim i AK może być w strukturach europejskich, a Ukraina z UPA i Banderą do nich należeć nie może.
Trzeba pamiętać, że w tym terenie okupacyjną władzę sprawowała Polska, ponosząca odpowiedzialność za stan stosunków, atmosferę i nastroje ludności. A pacyfikacje, budowa obozów koncentracyjnych, wyrafinowane torturowanie przywódców i działaczy, masowe niszczenie i bezczeszczenie świątyń oraz inne represje służyły jedynie radykalizacji nastrojów.
Zresztą cechą charakterystyczną polskich polityków od Piłsudskiego do aktualnie rządzących jest uporczywe zakłamywanie niewygodnych tematów oraz próby przerzucania własnej winy na innych. Jak widać, że nawet śp. papież Jan Paweł II nie zdołał ich przekonać, iż tylko prawda ich wyzwoli. Stąd też bez wątpienia wynikła i ocena Jerzego Giedroycia, iż „[…h]istoria Polski jest jedną z najbardziej zakłamanych historii jakie znam".
Szczególnie negatywnie wygląda ich obraz na tle Niemców, którzy, jako okupanci i inicjatorzy drugiej wojny światowej, znaleźli w sobie siły właściwie ocenić i szczerze potępić okres faszyzmu. Ani pół słowem nie wspominając o nieludzkiej gehennie cywilnej ludności niemieckiej, doznanej od wyzwolicieli ze strony wschodniej.
Polska natomiast do dziś nie przeprosiła żaden z okupowanych w okresie międzywojennym narodów za faszyzm Piłsudskiego i piłsudczyków, za obozy koncentracyjne i więzienia ciężkie, gdzie bez sądu i śledztwa trafiało się nawet za chęć zachowania ojczystej mowy czy odprawiane w języku ojczystym nabożeństwa. Upowszechnia natomiast do dziś niegodziwe pomówienia, wtrącając się w wewnętrzne sprawy tych krajów, utrzymując i popierając grupy osób i organizacje, a w warunkach Litwy nawet partię, które propagują polskie przekłamania historii i półprawdy. W tym również dotyczące Ukrainy.
„[…] I tu muszę zauważyć, że powojenna literatura niemiecka znacznie nas wyprzedziła w obiektywnym naświetleniu jednego z największych kryzysów ludzkości, jakim była druga wojna światowa…
Literatura niemiecka potępiła hitleryzm i zbrodnie przez niego dokonane w doprawdy niezliczonych publikacjach, filmach i sztukach. Nie potrafiłbym nawet zacytować w przybliżeniu tych wszystkich druków, które bezpośrednio, pośrednio, czy tylko w wyniku akcji powieściowej, piętnują głupotę, barbarzyństwo i zbrodnie „własnego” hitlerowskiego rządu i systemu, popełnione w stosunku do obcych narodów, a w tej liczbie i Polaków. Po stronie polskiej, jak już wspomniałem wyżej, nie ma ani jednej książki, a bodaj żadnego artykułu, czy wystąpienia, które by piętnowało zbrodnie obcego, bolszewickiego okupanta w stosunku do Niemców…
Trudno określić w tej chwili, jaki procent Niemców potępia nie tylko Hitlera, ale wszystko cokolwiek ubocznie związane było z jego „reżymem”. Prawdopodobnie ponad 90 proc…” Józef Mackiewicz. Niemiecki kompleks, r.1956
Mimo trafnych uwag Józefa Mackiewicza i upływu siedemdziesięciu lat – Polska nadal i niezmiennie tkwi w wybujałej pysie uważając, iż tylko to jest dobre i prawdziwe, co polskie i nie widzi potrzeby układania stosunków z sąsiednimi narodami z historycznego Wielkiego Księstwa Litewskiego na rzeczywiście partnerskiej podstawie, uwzględniającej wartości, opinie, potrzeby i obawy również drugiej strony. Wypisz wymaluj jak przed ponad stu laty, kiedy to Polska rozważała plany budowania federacji czy konfederacji z tymi narodami.
„[…] Miały one bowiem tę jedną wspólną cechę, że w mniejszym lub większym stopniu (a do nich należy zaliczyć również próby Piłsudskiego) wychodziły z założenia polskiej racji stanu, polskiego interesu państwowego jako nadrzędnego, a Litwie i Białorusi udzielały jedynie (nieraz, trzeba to przyznać, nawet bardzo dużych) korzyści i przywilejów, ale drugiego, nie suwerennego stopnia. Nie było więc mowy o powtórzeniu unii równego z równym, mimo częstego powtarzania tych słów. Poza tym z wielu tych koncepcji wyłaziła nieszczerość, chwyt, taktyka polityczna, maskowana konspiracja, jak w wypadku P.O.W. i wreszcie frazeologia („za naszą i waszą!”), która zamiast pociągnąć Litwinów i Białorusinów, rozbudzała ich nieufność. Złamanie Traktatu Suwalskiego i Żeligowskiada były największym błędem, który zaciążył na losach tej części Europy Wschodniej”… ( Józef Mackiewicz. O pewnej, ostatniej próbie i o zastrzelonym Bujnickim. 1954 r.)
Polscy politycy i działacze, tkwiący w swoim zadufaniu wyraźnie zapomnieli, że to narody Wielkiego Księstwa Litewskiego na przełomie XIV i XV wieków uratowały Polskę przed zniknięciem z mapy świata. Widocznie nie do końca też pojmując, że współczesny odbiór Polski w Europie i na świecie będzie oparty nie tylko na ocenie jej technicznego postępu, zbudowanego na unijnych dotacjach, ale przede wszystkim według tego, czy zdoła ona ułożyć rzeczywiście partnerskie, europejskie stosunki z grupą wzajemnie przyjaznych sobie państw i narodów „[…]od Petsamo po Morze Czarne, wszystko co było demokratyczne z pochodzenia, a więc narody chłopskie jak Białorusini, Ukraińcy oraz te państwa, które zdobyły sobie niezależność niejako „rękami czarnymi od pługa”, Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa…”.
Po zakończeniu wojny i w wyniku nieodzownych zmian w Rosji właśnie te państwa mogą stać się przedmurzem i pomostem między europejskim Zachodem i Wschodem.
Karol Nawrocki pogroził Ukrainie, że będzie utrudniał jej przystąpienie do Unii Europejskiej, „bo nie jest ideologia, to nie są bohaterowie, na których Europa czeka”.
Naturalnie wynika pytanie - a co Polska zamierza robić z faszyzującą ideologią piłsudczyków, sprawujących rządy w państwie (w odróżnieniu ukraińskiego podziemia) i ich kontynuatorką Armią Krajową, których czyny są nadal gloryfikowane? Czy jest im miejsce w Europie?
A różnica między działalnością UPA i Armii Krajowej na Litwie, Białorusi i Ukrainie jest, naszym zdaniem, istotna. UPA z oddaniem konsekwentnie walczyła z kolejno zmieniającymi się okupantami – polskim, sowieckim i hitlerowskim - o wyzwolenie swojej ziemi i powołanie państwa ukraińskiego. AK zaś walczyła o zachowanie polskiej okupacji na zagrabionych w okresie międzywojennym ziemiach litewskich, białoruskich i ukraińskich, siejąc terror, mordy i zniszczenie. Zresztą, co najmniej na Litwie, współpracując również z hitlerowcami i otrzymując od nich broń, która niestety nie była wykorzystywana do walk z sowieckimi partyzantami, a do prześladowań i walk z Litwinami.
Warto przy tym przypomnieć, iż prawo międzynarodowe różnie określa i ocenia działania okupanta i strony odpierającej okupację. Inna rzecz, że Polska wygrała wojnę propagandowo, w wyniku czego przestępcze działania zaczęła przedstawiać jako bohaterskie czyny, a polską odmianę faszyzmu na okupowanych terenach jedynie za „lekkie odchylenie od normy” na tle hitlerowskiego i stalinowskiego terroru.
Oto, dla przykładu, skrótowy, publicznie dostępny wyciąg oceny działalności AK na Litwie, dokonanej przez komisję, powołaną przez Rząd Republiki Litewskiej w roku 1993 (tłumaczenie z jęz. litewskiego przez Google)
„[…]Komisja Oceny Działalności Armii Krajowej na Litwie, zatwierdzona przez Rząd Republiki Litewskiej, stwierdziła, że „rząd polski na uchodźstwie i podporządkowana mu Armia Krajowa nie uznawały powrotu Wilna do Litwy, przygotowywały się do ponownego jego oderwania od Litwy, tj. naruszały integralność terytorialną Litwy [...] Partyzanci Armii Krajowej we wschodniej Litwie również dopuszczali się zbrodni przeciwko ludzkości, terroryzowali i zabijali niewinną ludność cywilną, głównie Litwinów, z różnych powodów (zob. Armia Krajowa na Litwie. Wilno-Kowno. 1995, t. 1, s. 123–124).
Państwowa Komisja Oceny Działalności Armii Krajowej w 1993 roku ustaliła, że Armia Krajowa naruszała integralność terytorialną Litwy, dopuszczała się zbrodni przeciwko ludzkości, terroryzowała i zabijała niewinną ludność cywilną, głównie Litwinów. Łącznie Armia Krajowa zabiła około 4000 mieszkańców ziem etnicznie litewskich, a także okaleczała, torturowała i plądrowała.
3., 5. i inne brygady Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej, nie uznając dawnej historycznej stolicy Wilna i regionu za Litwę, dopuściły się ludobójstwa na ludności litewskiej – terroryzowały, rabowały, mordowały cywilnych mieszkańców Litwy narodowości litewskiej, żydowskiej i rosyjskiej oraz zabraniały im posługiwania się językiem litewskim, licząc, że po wojnie w ten sposób „zwrócą Polsce utracone „kresy”.
Na wschodzie Republiki Litewskiej Armia Krajowa zabiła około 1000 mieszkańców, a na wschodnich terenach Litwinów, pozostających poza granicami dzisiejszej Republiki Litewskiej – około 3000 kolejnych mieszkańców, ograbiła i torturowała kolejnych.
W nocy 23 czerwca 1944 roku 5. Brygada Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej zakatowała 100 dzieci, osób starszych i kobiet w parafiach Dubinki, Joniški, Inturki i przyległym rejonie Molackim.
Masakra rozpoczęła się w nocy 23 czerwca 1944 roku. 5. Brygada Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej (dowódca Z. Szendzeliasz-Lupaszka) poszukiwała Litwinów w okolicach Dubinek, Jonišek, Inturki, Bijutiški i Giedroyčiai i ich eksterminowała, nie oszczędzając nawet cztero- i jedenastomiesięcznych niemowląt, dzieci w wieku od roku do 13 lat, kobiet, i osób starszych”...
Są podstawy twierdzić, iż AK podobnie zachowywała się i na okupowanej części Ukrainy, tym bardziej, że centralne dowództwo było wspólne, które uważało narody – gospodarzy okupowanych terenów - za wrogów.
A obecnie – od kilku lat szczególnie hucznie i buńczucznie - organizuje Polska w Wilnie i okolicach (a nie u siebie w kraju) rocznicowe obchody powołania AK – tej samej, co to mordowała i torturowała Litwinów, demonstrując tym samym nieznającą umiaru polską pychę, bezczelną arogancję wobec Litwinów oraz niekatolicki stosunek wobec ofiar swojej agresji. I wręcz makabryczną dwulicowość.
***
Na koniec raz jeszcze wróćmy wyrywkowo do tematyki stricte ukraińskiej, uprawianej przez Polskę wobec Ukrainy we współczesnym nam wieku XXI, aby pojąć, jak mogło się stać, że głowa sąsiedniego polskiego państwa wystąpił z demagogicznymi wypadami w Polsce i na arenie międzynarodowej przeciwko Ukrainie za nadanie honorowego imienia „Bohaterów UPA” Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” w tym czasie, gdy ta odpiera śmiercionośne ataki ze wschodu.
Po pierwsze nie jest to żadne novum, a dlatego nie mogło być powodem do anty ukraińskich wypadów K. Nawrockiego. Nie ma chyba większego osiedla czy miasta na Ukrainie, aby nie było tam ulic, placów czy poszczególnych obiektów, noszących imię bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii.
Po drugie – to właśnie Sejm Polski systematycznie od roku 2013 podsycał i zaogniał napięcie corocznymi jednostronnymi ocenami i dyskusjami, dotyczącymi tragicznych wydarzeń na Wołyniu, a w dnia 4 czerwca 2025 r., w czasie krwawych obronnych walk Ukraińców z postsowieckim okupantem, przyjął ustawę, ustanawiającą 11 lipca „[…]Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej, poświęcone pamięci ofiar rzezi wołyńskiej i innych mordów na obywatelach II Rzeczypospolitej dokonywanych przez nacjonalistów ukraińskich w czasie II wojny światowej…”
Po trzecie – w odróżnieniu od Polski ani Ukraina, ani Litwa nigdy nie interweniowały, gdy Polska na swoim terytorium organizowała głośne uroczystości, nadawała tytuły i wznosiła pomniki tym, którzy przyczynili się do wieloletniej gehenny Litwinów, Białorusinów i Ukraińców – J. Piłsudskiemu, Armii Krajowej czy propagując, dla przykładu, postać Leona Kozłowskiego, inicjatora i budowniczego polskiego obozu koncentracyjnego w Berezie Kartuskiej dla osób, walczących o wolną i niepodległą Ukrainę.
Jak nam się zdaje, że podstawowym problemem Polski i jej elit politycznych, narzucających całemu społeczeństwu ton ocen podobnym problemom i wydarzeniom, są wybujałe współczesne ambicje oparte na czasach odległych, a terytoriach rozległych, które należały niegdyś do Wielkiego Księstwa Litewskiego w składzie wspólnego państwa. Ale też na niezmiennym trwaniu w ramach uwspółcześnionej złowrogiej wobec sąsiednich narodów polityki Piłsudskiego i piłsudczyków oraz ich kontynuatorki Armii Krajowej na okupowanych w okresie międzywojennym terenach. Stąd też „nasze kresy”, „nasze Wilno” czy „nasz Lwów”, a Litwini, Białorusini i Ukraińcy rzekomo mają prawo do państwowości jedynie „drugiego, nie suwerennego stopnia”. Jak to niedawno wyraziście zauważył w środkach masowego przekazu jeden z obywateli Szwecji, dostarczający przez terytorium Polski pomoc humanitarną dla walczących Ukraińców – „prowincja z ambicjami imperialnymi”.
I kilka wymownych przykładów.
22 stycznia 2010 roku prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko nadał pośmiertnie zamordowanemu przez KGB Stepanowi Banderze tytuł Bohatera Ukrainy „[…] za niezłomny duch w służbie idei narodowej, bohaterstwo i poświęcenie w walce o niezależne państwo ukraińskie”. W związku z powyższym ambasada Polski w Kijowie zaczęła publicznie zapraszać obywateli Ukrainy do składania na polskiej placówce dyplomatycznej podpisów pod listem protestu na prawomocną decyzję głowy państwa ukraińskiego?!
Natomiast w związku z zamiarem (latem tegoż 2010 roku) czterech młodych ukraińskich rowerzystów dotarcia poprzez Polskę do Niemiec na mogiłę Stepana Bandery i złożenia tam kwiatów – w Polsce poprzez środki masowego przekazu rozpętano na cały kraj głośne fobie anty ukraińskie. Zresztą ten rajd rowerowy pilnie obserwowany przez całe społeczeństwo Ukrainy, nie został zrealizowany i utknął u granicy z Polską, z powodu anulowania wiz wjazdowych dla wymienionej czwórki.
Trudno było by wątpić, iż te działania „ku pokrzepianiu serc” współczesnych Polaków i budowaniu jedności przedwyborczej, w efekcie skutecznie służą zatruwaniu jadem nienawiści tychże serc i umysłów kolejnych polskich pokoleń.
19 grudnia 2013 roku. Do początku okupacji ukraińskiego Krymu przez postsowiecką Rosję zostaje dwa miesiące.
A tymczasem w Polsce, jak donosiły środki masowego przekazu i polskie MSZ „[…] pod przewodnictwem ministrów spraw zagranicznych obu państw Radosława Sikorskiego i Siergieja Ławrowa obradował w czwartek w Warszawie Komitet Strategii Współpracy Polski i Rosji. Spotkanie było okazją do podsumowania stanu polsko - rosyjskich relacji dwustronnych i dyskusji o programie współpracy na kolejne lata. Do spotkania doszło w Pałacu na Wyspie w Łazienkach Królewskich w Warszawie.
Podczas spotkań w wąskim gronie oraz spotkań grup roboczych delegacji Polski i Rosji omówiono temat Roku Polskiego w Rosji i Roku Rosyjskiego w Polsce w 2015 r. Organizacja tego przedsięwzięcia to wielka szansa na rozwój obopólnie korzystnej współpracy: w sferze gospodarki, kultury, turystyki, współpracy młodzieży, współpracy regionalnej oraz kontaktów społecznych. Projekty w ramach tych obchodów powinny służyć szerokiej prezentacji współczesnych osiągnięć naszych krajów i być skierowane do szerokich kręgów społecznych, w tym w szczególności do młodego pokolenia. Minister Sikorski mówił, że liczy, iż już w 2014 r. pojawi się szereg projektów kulturalnych, społecznych, samorządowych, które uzupełnią inicjatywy rządowe”...
„[…]Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski i minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow podpisali umowę po posiedzeniu Komitetu Strategii Współpracy Polsko-Rosyjskiej. Wprowadzenie współpracy dwustronnej "na poziom aktywnego partnerstwa", rozwój dialogu politycznego, rozszerzanie współpracy gospodarczej i poszerzanie współpracy na arenie międzynarodowej - są wśród strategicznych celów zapisanych w deklaracji podpisanej przez szefów MSZ Polski i Rosji.
„[…] Celem jest też dalszy rozwój współpracy międzyregionalnej i poszerzanie współpracy na arenie międzynarodowej "w celu wzmocnienia stabilności i bezpieczeństwa w Europie i poza nią".
W dokumencie zapisano również konkretne zadania, które mają być wspierane przez ministerstwa spraw zagranicznych Polski i Rosji, w celu "osiągnięcia wytyczonych celów".
W dziedzinie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa ma być m.in. rozwijana współpraca w ramach Organizacji Narodów Zjednoczonych, Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, Radzie Europy, "a także współdziałać na linii UE-Rosja". Wspierane mają być też: rozwój współpracy w ramach Rady NATO - Rosja, wzmacnianie "wzajemnego zaufania, transparencji i przewidywalności w regionie euroatlantyckim na rzecz pokoju, bezpieczeństwa i stabilności...”
„[…] Szef MSZ (R. Sikorski) ocenił w niedzielę, że zarówno ukraińskie władze, jak również opozycja powinny zachować umiar, zmniejszyć swoje oczekiwania i zacząć rozmawiać...”
„[…] Szef MSZ ocenił też, że domaganie się ustąpienia prezydenta Wiktora Janukowycza to błąd polityczny. - Prezydent jest tą osobą, która może zdecydować np. o powołaniu rządu koalicyjnego czy też o podpisaniu umowy stowarzyszeniowej. Obie strony powinny zachować umiar, zmniejszyć swoje oczekiwania i zacząć rozmawiać o tym, jak wyjść z tego klinczu - podkreślił.
Jego zdaniem Ukraina, tak jak Polska w 1989 roku, stoi na skraju bardzo poważnych trudności gospodarczych. - Jej wiarygodność finansowa jest niezwykle nadwerężona. Potrzebuje desperacko zasilenia gotówkowego. To może przyjść albo ze strony Federacji Rosyjskiej za określoną cenę, albo ze strony Zachodu za cenę reform i kierunku proeuropejskiego - zaznaczył minister…” (Więcej patrz. https://www.pogon.lt/ukraina/1136-partnerstwo-strategiczne-wschodnie-po-prostu-polskie.html )
A w tym czasie Ukraińcy odbierali powyższe polsko – postsowieckie strategiczne bratanie się jako kolejną zdradę i przygotowanie Traktatu ryskiego 2. Widocznie nie bez podstaw.
Kolejne lata – to niekończące się coroczne jednostronne dyskusje, rezolucje i uchwały Sejmu RP oraz ww. ustawa, pośpiesznie przyjęta w dnia 4 czerwca 2025 r. - bez wniosków i ocen historyków obu krajów.
Nie znając wszystkich szczegółów i wniosków dyskusji, toczących wokół wydarzeń na Wołyniu w roku 1943, jeden z nich jest jednoznacznie niepokojący – jak to mogło się stać, iż ocena sowieckiego KGB działalności UPA i Stepana Bandery, na którego powyższa instytucja wydała wyrok śmierci i jego wykonała oraz ocena tych tragicznych historycznych wydarzeń, przedstawiana przez współczesnych polskich polityków i działaczy, są faktycznie identyczne?!
I na koniec znana prorocza myśl i wizja Jerzego Giedroycia, wychodźcy z białoruskiej części Wielkiego Księstwa Litewskiego, redaktora i wydawcy historycznej paryskiej „Kultury”. Zresztą powtarzana też przez innych najwyższej klasy polityków. Z nadzieją, iż zostanie odczytana i zrozumiana. Dla dobra Polski samej.
„[…] Nasz (polski) stosunek do mniejszości jest taki sam, jak do sąsiadujących z nami narodów: pełen pogardy, wyniosłości i niewiedzy. Niepodległa Ukraina jest dla naszej przyszłości ważniejsza niż przystąpienie do NATO. Bo bez Ukrainy Rosja nigdy nie będzie państwem imperialnym. Tymczasem społeczeństwo polskie prezentuje światu, gdzie może, antyukraińskie fobie”... (Jerzy Giedroyc. Polityka nr 35 (2208), 28 sierpnia 1999 r.)
Ryšard Maceikianec





