…Całkowitej prawdy nie zna żaden człowiek na tym świecie. To co my, ludzie, nazywamy „prawdą” jest zaledwie jej szukaniem. Szukanie prawdy jest tylko możliwe w wolnej dyskusji. Dlatego ustrój komunistyczny, który tego zakazuje, musi być siłą rzeczy – wielką nieprawdą. Znalazłszy się tedy w świecie uznającym wolność jednostki i wolność myśli, winniśmy czynić wszystko, aby nie zacieśniać horyzontów myślowych, ale rozszerzać; nie zacieśniać dyskusji, a ją poszerzać. Józef Mackiewicz. Zwycięstwo prowokacji, 1962

WILNIANIE WSPÓŁCZEŚNI 

Po latach rozłąki znowu w rodzinnym Wilnie

Rozmowa z Łucją Antonowicz-Bauer

Jest Pani Wilnianką z urodzenia?
Jestem Wilnianką z dziada pradziada. O mojej praprababci o nazwisku Anusewiczowa wspomina Czesław Miłosz w swej książce "Rodzinna Europa" na str.25. Do klanu rodzinnego należeli Anusewiczowie, Pietkiewiczowie,Michniewiczowie - wszyscy o tutejszym rodowodzie.

Tak, urodziłam się w Wilnie w roku 1927. Uczyłam się w prywatnej szkole powszechnej, która się nazywała "Nasza Szkoła" i znajdowała się przy ul. Mickiewicza obecnie Gedymina, w gmachu, gdzie jest teraz Ministerstwo Rolnictwa . Dyrektorką była pani Machcewiczowa. W szkole był wysoki poziom nauczania. Wychowywano dzieci w szacunku dla nauczycieli. Obowiązywał? mundurek. Miałam siostrę, która później uczyła się w Gimnazjum im. Elizy Orzeszkowej i brata, który uczył się, tuż za ścianą redakcji, w Gimnazjum Jezuitów. W niedzielę przychodziliśmy na nabożeństwo do kościoła św. Kazimierza, gdzie wkraczało uroczyście całe Gimnazjum Jezuitów. Po mszy szliśmy na ciastka do Białego Sztralla na ul. Zamkową.

A rodzice Pani?

Rodzice mieli domy na ul.Zawalnej, obecnie Pylimo. Nasz dom w Wilnie był zawsze gościnny. Nikt nie wychodził bez poczęstunku. I tę właśnie wileńską gościnność chciałabym zachować. Dlatego niecierpliwię się, aby szybciej mieć uporządkowaną tę część domu, którą odzyskałam, by móc przyjmować gości i tych nowo poznanych i starych znajomych.

A co w czasie wojny i później?

Powiem w wielkim skrócie. Mądry Dante napisał? : "Nie ma większej boleści jak wspominanie czasów w niedoli". Tu w roku 1942 zmarła Mama, która jest pochowana na cmentarzu św. św. Piotra i Pawła. Porzuciliśmy Wilno dopiero w roku 1945, ponieważ czekaliśmy na powrót brata, który został wywieziony do łagrów w Rosji. Po powrocie brata, mimo jego choroby, wyjechaliśmy jak najprędzej najpierw do Sopotu, a potem do Warszawy. Ukończyłam wyższe studia ekonomiczne oraz orientalistykę na Uniwersytecie Warszawskim.

Jest więc Pani ekonomistą i turkologiem. Skąd u Pani te zainteresowania?

Dziwnie może zabrzmi, ale z Wilna. Chodząc z Mamą po zakupy pomarańcz i fig, chciałam poznać tamte kraje "gdzie cytryna dojrzewa" - i tak już zostało. Zresztą jest to niezwykle interesujący kawał świata, gdzie się nawarstwiały przeróżne kultury. Dlatego tłumaczyłam prozę i poezję turecką na język polski, starając się wczuć we wszystkie subtelności języka tureckiego. Pragnęłam, by treść oryginału była idealnie bliska i pięknie oddana po polsku. Częste pobyty w Turcji umożliwiły mi to. Nie znam historii Turcji. Tym nie mniej każdy wykształcony Polak i Litwin ma sympatię do tego kraju z tego powodu, iż jest to jedyny kraj, który nie uznał rozbiorów Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Tak, jest to rzeczywiście interesujący fakt historyczny. Wspólną cechą mieszkańców naszych ziem i Bliskiego Wschodu jest gościnność. I tu i tam gość jest najważniejszy. Turcja nie uznała rozbioru Lechistanu i w związku z tym istniała tradycja, że na dworze sułtana przy jego stole zawsze pozostawało wolne miejsce dla polskiego posła. W czasie niewoli w Turcji znaleźli schronienie liczni zbiegowie z wojska rosyjskiego, a później powstańcy z lat 1831 i I863. Dla nich to książę Adam Czartoryski, niedaleko Stambułu, po stronie azjatyckiej, założył wieś Adampol. Na swym sztandarze mieli herby Polski i Litwy. Wśród ówczesnej emigracji w Turcji znalazła się również Wilnianka Kornelia Ludwika Śniadecka, córka Jędrzeja, profesora Uniwersytetu Wileńskiego, która została pochowana na cmentarzu w Adampolu.

Teraz zapytam o najważniejsze - w jaki sposób Pani wróciła do Wilna i odzyskała po części swoje domy. Tym bardziej, że jest to przykład rzadki?

Do Wilna przyjeżdżałam często, właśnie na grób Mamy - i jak już wspomniałam - jesteśmy tu od wielu pokoleń, starałam się więc o uzyskanie obywatelstwa. Uporczywie kontynuowałam starania, wiedząc, że racja jest po mojej stronie. Mam więc dziś obywatelstwo Litwy i po części odzyskany dom. Jak też obywatelstwo Polski i honorowe Izraela za to, że moi Rodzice w czasie wojny ratowali Żydów w Wilnie.

Jakie są więc Pani plany twórcze po ponownym powrocie do rodzinnego Wilna?

Pomysłów jest dużo - współpraca z uczelniami, tłumaczenia, opracowywanie tematów, które dotychczas nie zostały podjęte. Pracowałam przy wydaniu słownika polsko-tureckiego, dlaczego by więc nie wydać litewsko - tureckiego? Ale do tego potrzebny mi jest stół, lampa i ciepły pokój. A tu remonty się przeciągają i ja się denerwuję. Myślę też o dużej inwestycji na swoim placu, ale to jest już inny temat, temat "rzeka".

Wielu dziś zauważa, że w Wilnie brakuje polskiej inteligencji, a ubytek tej z okresu międzywojennego stanowi wprost niepowetowaną stratę...

Rzeczywiście o tym się mówi, tylko w tym kierunku nie wiele się robi. Bywałam na różnych spotkaniach w Warszawie i w Wilnie, kiedy mówiono o możliwości powołania uniwersytetu polskiego w Wilnie. I Polacy i Litwini byli przeciw, nie bardzo wiedząc zresztą czemu. Przecież z inteligencją łatwiej się porozumieć. A konflikty i spory - jak wiadomo nigdy nie przynosiły i nie przyniosą nic dobrego. XX wiek uwypuklił cały tragizm sporów europejskich. Przeszliśmy wojny, Katyń, Holocaust. Człowiek zabijał człowieka, stawiał nad dołem i strzelał mu w tył głowy. Jest to wprost nie do pomyślenia! Czasy Nerona są niczym w porównaniu z wiekiem XX w Europie. Jakiż to straszny przykład daliśmy światu ! A przecież o tym już się zapomina, a pamiętać trzeba, aby się nigdy nie powtórzyło. Myślę, że dlatego Unia Europejska, do której dąży Polska i Litwa, jest sposobem, by zapobiec takim tragicznym sporom. Unia - gdzie nie ma gorszych i lepszych, gdzie Niemiec, Francuz, Polak, Litwin, Duńczyk i każdy mieszkaniec Europy ma równe prawa. I tak powinniśmy żyć - w zgodzie, w spokoju, dbając rozsądnie o ochronę środowiska i swego otoczenia. Samochód nie jest najważniejszy. Ma Pan rację , panie redaktorze, ubytek inteligencji, to ogromna strata. Bo przecież z tego kręgu kulturowego wywodzi się wiele wspaniałych postaci: pisarzy, artystów, naukowców. Wspomnę tylko kilka nazwisk, które przyszły mi teraz na myśl: Tadeusz Konwicki, Tomasz Zan, Czesław Miłosz, Adam Tyszkiewicz, Halina Popławska, Barbara Skarga, Hanna Swida, Witold Pilecki i tak dalej... Tematów do pisania jest bardzo wiele. Chociażby biografie Wilnian, mieszkających w różnych miastach, krajach. Nieomal o każdym można napisać powieść, tak ciekawe pełne przygód dobrych i złych, mieli życie. Nad fabułą nie trzeba się zastanawiać: brać gotowe fakty i tworzyć z nich całość.

Widzę, że ma Pani w ręku jakieś fotografie.

Tak, pragnę Panu przekazać bardzo ciekawe zdjęcie "historyczne" z roku 1929, na którym jest moja siostra Terenia, mój brat Janek i kuzyn Staszek. Proszę zwrócić uwagę z jakim skupieniem i zrozumieniem dzieci słuchają audycji nadawanej z rozgłośni Radia Wileńskiego. Jakże szybko nastąpił postęp cywilizacyjny : z radia kryształkowego na słuchawki przeszliśmy do radia lampowego, następnie do TV czarno białej, kolorowej i satelitarnej, gdzie możemy oglądać cały świat. Żal wielki, że kultura cofa się ustępując miejsca technice, która rozwija się wręcz fantastycznie.

Dziękuję za zdjęcia, rozmowę i życzę wszelkiej pomyślności na wileńskim bruku.

Rozmawiał Ryszard Maciejkianiec

Nasz Czas 1/2004 (626)

Nasz Czas

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com