…I wypuściłbym na Europę patrole mongolskich opryczników, aby nahajami z byczej skóry, strzegły wolności słowa, i nie dopuszczały przemocy jednego z tych słów nad drugim. Bo nie to wydaje mi się najważniejsze w życiu, jakie kto ma przekonania, a to jedynie - by każdy je mógł swobodnie wypowiadać. Józef Mackiewicz. Gdybym był chanem… Kultura, 1958


Józef Mackiewicz poznał sowietyzację na blisko dziesięć lat przed innymi pisarzami polskimi i jako pierwszy ukazał jej istotę. Wyprzedził też o wiele lat Sołżenicyna, ale na polskich pisarzy Zachód dotąd mało zwracał uwagi i tylko świadectwo rosyjskie, na ogół dobrze spóźnione, bywa tu rewelacją. Mackiewicz dostrzegł w sowietyzacji równoczesne działanie presji zewnętrznej i wewnętrznej, na społeczeństwo w całości i na poszczególne jednostki, presji, której mało kto potrafił się oprzeć. Umiał ukazać postępowanie rozkładu, stopniowe, lecz szybkie. Na przeszło dwadzieścia lat przed Aleksandrem Zinowiewem Mackiewicz odkrył, że wolny świat zachodni łatwo ulega sowieckiej zarazie i że wystarcza po temu zwyczajny kontakt. „Co się stanie, gdy machina bolszewicka zetknie się ze starym, wolnym światem?" - pyta Mackiewicz w Drodze donikąd, powieści opublikowanej po raz pierwszy w 1955 r., a wznowionej obecnie przez londyńskie wydawnictwo Kontra. Akcja powieści rozgrywa się na okupowanej przez Związek Sowiecki Litwie w latach 1940-1941. „Spójrz, co się dzieje wokół! - czytamy w tej powieści. - Wszystko się rozkłada, rozpada, całe narody przeistaczają się w miąższ, w gówno!" Obraz ten nie stracił nic na aktualności.

„Kultura" umieściła już recenzję o Drodze donikąd Józefa Mackiewicza, ale ta dziwna książka zasługuje na więcej. Obawiam się, że niektóre jej warstwy mogą zostać niezauważone, stąd krótkie uwagi. Zewnętrznie rzecz wygląda tak: mrukliwy drobny szlachcic, który już mieszkał w mieście, ale nadal lubił nosić długie buty i granatową czapkę z kozyrkiem, pisze na emigracji powieść o swoim rodzinnym kraju zagarniętym i zdławionym przez sąsiednie mocarstwo. W tej powieści wykazuje zdumiewający dar operowania realiami z codziennego życia małych ludzi. Żaden z prozaików rezydujących w Polsce nie potrafi tak jak on tworzyć postaci kilkoma pociągnięciami pióra, i to bez psychologizmów, prawie bez opisu, pokazując gest, westchnienie, splunięcie. W porównaniu z nim w Związku Literatów w Warszawie nie ma ani jednego realisty. To oni są wykorzenieni, nie on. Gdzie się uczył tej sztuki? Piłując drzewo, a może czytając rosyjskich autorów dziewiętnastego wieku.

„Proust wielkim pisarzem? Ce plaisantin ?” miał powiedzieć Anatole France, zasłyszawszy pod koniec życia o rosnącej sławie autora W poszukizuaniu straconego czasu. France znał Prousta z salonów, widział w nim snoba (trafnie), aroganta (trafnie), nie dostrzegał w nim geniusza. Bóg litościwy pozwolił France'owi nie dożyć czasów, w których jego własny rozgłos wyglądał wobec sławy Prousta jak wytarta groszowa moneta.
Nie ludzie klasy bądź co bądź France'a, ale niezliczone polskie literaciny, dziennikarzyny, a przede wszystkim urzędniczyny roześmieją się grubym, wulgarnym, hałaśliwym śmiechem, gdy usłyszą, iż Mackiewicza (Józefa) śmiano nazwać publicznie najwybitniejszym, najznakomitszym, największym polskim pisarzem okresu powojennego.
Jak to się dzieje? Dlaczego? W jaki sposób prowincjonalny publicysta mógł stworzyć Dzieło, i to Dzieło nie w cudzysłowie, napisać powieść, która będzie należała do żelaznego repertuaru polskiej literatury, gdy nazwiska tylu głośniejszych, reklamowanych jego kolegów po piórze, nie wyłączając jego rodzonego brata, znane będą chyba tylko molom archiwalnym, bibliofilom, bibliografom, bibliotekarzom. Gdzie, w czym tkwi sekret tego talentu, tej potężnej indywidualności pisarskiej?

We wczesnym okresie bolszewizmu, gdy wojska Tuchaczewskiego zostały odparte od Warszawy, jedni przypisywali nasze zwycięstwo czynnikom przyrodzonym, inni - nadprzyrodzonym. Jednak i u tych, co wierzyli w cud, i u tych, co wierzyli w geniusz Piłsudskiego, tkwiła w głębi duszy wiara, którą dobrze wyraził Zdzisław Kleszczyński w niedokończonym poemacie Rok 1920. Cytuję z pamięci i prozą: nawet jakiś Łuków czy jakiś Maków oparły się hordom pół-zwierząt „tatuowanych szkorbutem", obroniła ich bowiem „sama moc dawności". Innymi słowy: to mogło się zrodzić i zwyciężyć tylko w Rosji, to nie zdoła skruszyć przedmurza chrześcijaństwa. Tego rodzaju wiara dawała nam poczucie bezpieczeństwa w ciągu 19 lat. Siłą bezwładu starych nawyków myślenia wiara ta trwa na emigracji po dziś dzień. W rozmowach prywatnych, w dyskusjach publicznych, w artykułach prasowych, w wypowiedziach tych, co wybierają wolność, powtarza się refren: w Kraju (zwykle z dużego K) zaszły wprawdzie zmiany „nieodwracalne", ale postawa narodu jest wspaniała. Tą wiarą jest nasycona nasza literatura emigracyjna (piękna i brzydka), tworząc osobliwy rodzaj literacki nazwany złośliwie przez Józefa Mackiewicza „polrealizmem". Polrealizm literacki jest jednak tylko „nadbudówką" artystyczną „bazy" ideologicznej, jaką jest polrealizm społeczno-polityczny. Z tym to zwłaszcza polrealizmem Józef Mackiewicz walczy w licznych swych wypowiedziach prasowych już od dość dawna. Walka ta jest szkieletem dydaktycznym jego powieści Droga donikąd.

O! rozległe były kiedyś ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego, od Bałtyku po Morze Czarne, a któż zna dzisiaj jego granice?!...Józef Mackiewicz, Droga donikąd
Bez końca deptano tę sapowatą, niezbyt żyzną ziemię, jakby raptem wszystkim stała na zawadzie w osiągnięciu ich dalekich obcych celów. A zdawało się leży na ustroniu, i lasy ją ochraniają gęste, i drogi kiepskie, latem za suche, jesienią za błotniste, zimą za śnieżne, wiosną wcale nawet, bywało, nie do przebycia. Bez bogactw mineralnych, bez pretensji światoburczych, bez bydła rasowego; we wsiach słomą krytych i zwyczajnym kundlem strzeżonych. Ale nie! Wciąż pchano się do niej z wojskiem, z armatami, z ideami, z obcym prawem; raz z reklamą pasty do zębów, raz z drutem kolczastym, raz z okopem przez sam środek żyta.  Józef Mackiewicz, Kontra
Bo mnie się zdaje, że czas już najwyższy skończyć z poglądem na tę resztówkę z Wielkiego Księstwa Litewskiego jako na bardzo szczęśliwą sielankę, której synom zależy tylko na jednym w życiu, aby pod urzędową batutą pozwolono im śpiewać chóralnie: Hej, strzelcy wraz...   Józef Mackiewicz, Bunt rojstów
Nietrudno byłoby udowodnić, że całą późniejszą twórczość Józefa Mackiewicza można wywieść z Buntu rojstów, zbioru reportaży, który ukazał się nakładem wileńskiego dziennika „Słowo" w 1938 (innego wydawcy autorowi znaleźć się nie udało). W istocie, jest to książka językowo bogata, napisana wykrystalizowanym już Mackiewiczowskim stylem. Autor z całkowitą swobodą włada polszczyzną literacką, odwołuje się do gwary wileńskiej, chętnie przytacza dialogi po białorusku. Nie jest to jednak dziennikarska mieszanka czy kresowy wolapik, lecz dojrzały indywidualny język artystyczny, którym z wielkim powodzeniem będzie się posługiwał Mackiewicz w swoich powieściach. Bunt rojstów patronuje twórczości Mackiewicza również i w innym sensie: jest aktem przymierza z ziemią. Ta lojalność pozostanie dla pisarza najważniejsza. Będzie się upominał o swoją ojczyznę, wzniecając bunt rojstów.

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com