Prawda jest nieznana, i prawdopodobnie, w obecnym stanie rozwoju gatunku ludzkiego, nigdy poznana nie będzie. Natomiast to, co stanowi najwznioślejszą cechę tego gatunku, to przyrodzony pęd do poszukiwania prawdy. Ten pęd świadczy o “uduchowieniu" naszego gatunku, wyrażonym w jego - kulturze, wszelkie zatem warunki zewnętrzne, ustroje państwowe, czy idee, wzbraniające lub tylko ograniczające prawo do poszukiwania prawdy, stają się automatycznie wrogami kultury ludzkiej. Józef Mackiewicz. Gdybym był chanem… Kultura, 1958

WILNIANIE ZASŁUŻENI DLA LITWY, POLSKI, EUROPY I ŚWIATA

(1781 - 1838), Władysław (1885 - 1939).
O rodzie Zawadzkich z rodzinnego przekazu.

Kontynując dzieje rodu Zawadzkich. Autor Dorota Zawadzka - Cywińska

Szanowna Redakcjo!

Przede wszystkim pragnę najserdeczniej podziękować za przesłane mi dwa numery "Naszego Czasu" oraz śliczne kolorowe fotografie tablicy pamiątkowej Pradziadka i jego grobu na Antokolu. Bardzo to dla mnie cenne materiały i wszystkie znalazły się zaraz w "archiwum rodzinnym".

Przestudiowałam raz jeszcze starannie artykuł p. Adama Broża. Jeśli chodzi o sprawy XIX-wieczne to oczywiście możnaby je rozwinąć, ale nie ma tam błędów. Trochę mnie natomiast zaskoczyły informacje dotyczące dwudziestolecia międzywojennego. Księgarnia rzeczywiście miała trudności i rzeczywiście pognębiła ją konkurencja, ale nie były to byle jakie wydawnictwa, sprzedające byle co, lecz największe polskie domy wydawnicze (napewno Gebethner i Wolff i Św. Wojciech, i chyba inne). Chociaż smutno i przykro, że z nimi na ówczesnym wolnym rynku "Józef Zawadzki" przegrał - nie była to żadna hańba. Ta przegrana zupełnie inaczej się prezentuje, niż gdyby przeciwnikiem był byle kto.

Pozwalam więc sobie przesłać Państwu do wykorzystania trochę materiałów, wiążących się z rodziną Zawadzkich, które uzupełnią wiedzę Czytelników na ten temat.

 
Józef Zawadzki
 
A więc informacja o Józefie Zawadzkim, wydawcy i księgarzu, która była napisana "dla potrzeb rodzinnych" na podstawie książki nieżyjącego już prof. Radosława Cybulskiego "Józef Zawadzki - księgarz, drukarz, wydawca" (Ossolineum, Wrocław 1972). Tekst ten, trochę zmieniony, był drukowany w wydawanych w Bydgoszczy (przez Tow. Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej) "Wiadomościach Wileńskich". Zawiera on m.in. anegdotę o tym, jak to było z drukiem Mickiewiczowskich "Ballad i Romansów". Jest to zabawna ciekawostka. Co prawda Pan Adam poróżnił się przy okazji z panem Józefem, ale pan Józef trafił do podręczników historii literatury polskiej !
Przesyłam też wspomnienie o Ojcu, Władysławie Zawadzkim, profesorze ekonomiście - również pisane dla domowych potrzeb na podstawie wspomnień pośmiertnych z 1939 roku i rodzinnych przekazów, a także tekst "Memoriału" do Rady Regencyjnej z listopada 1918 roku, opracowany przez Niego i dotyczący spraw polsko - litewskich, a ściślej unii polsko-litewskiej. Sprawa ta jest już całkowicie przebrzmiała (blisko sto lat minęło !) ale historycznie ciekawa. Ponieważ mój Ojciec był wtedy członkiem organizacji obywatelskich stających w obronie Kresów - myślę, że reprezentował nie tylko swój pogląd.

I wreszcie zupełna już ciekawostka, dotycząca ślubu mojego dziadka, Feliksa Zawadzkiego z jego pierwszą żoną, Emilią z Januszewskich. Historia bardzo romantyczna i wzruszająca!

Poniższy bowiem tekst zawiera list prof. Ignacego Januszewskiego (1804 - 1870) do córki Heleny i jej męża Edmunda Dzierżyńskiego, zamieszkałych wówczas w Taganrogu. Opisany jest w nim ślub i wesele najmłodszego syna Józefa Zawadzkiego, Feliksa z jego pierwszą żoną, Emilią z Januszewskich.

Feliks Zawadzki (1824 -1891) spędził bowiem kilka lat w Rosji (chyba w Saratowie), gdy jako współwłaściciel wydawnictwa "Józef Zawadzki" i współpracownik brata Adama, odsiadywał karę za wydawanie "niewłaściwych książek i pism". Przed zesłaniem kochał się wielce w pannie Emilii Januszewskiej, która jednak nie doczekała jego powrotu i wyszła za mąż za p. Krzywca, z którym miała sześcioro dzieci.

Feliks wrócił z zesłania, doczekał śmierci Krzywca i ożenił się z wdową. Wielką przeciwniczką tego małżeństwa była żona jego starszego brata Adama, Wincenta, autorka bardzo znanej "Kucharki litewskiej". Ta właśnie pani Wincenta rozpuściła po Wilnie taki wierszyk:

Siedem Krzywców i Zawadzki
Jest to związek desperacki!

Feliks wszystkie dzieci Krzywców wyhodował, córki wyposażył (było ich podobno 5) - i miał jeszcze troje własnych dzieci: Feliksa, Jadwigę i Józefa, który wcześnie zmarł.

Po śmierci żony Feliks - pewnie ze względu na małe dzieci - ożeni się raz jeszcze w połowie lat 80 - tych z Marią Kozłowską, właścicielką pensji. Z tego małżeństwa urodził się mój Ojciec, Władysław i jego brat Adam, (który później odziedziczył księgarnię). Była też siostra Anna, ale zmarła jako 15-letnia dziewczynka.

A co do listu - jedna jeszcze ciekawostka: na wstępie prof. Januszewski wspomina o śmierci synka Dzierżyńskich i o swoich modlitwach, aby Bóg dał im kolejne dziecko, które ich pocieszy. Dziecko to przyszło na świat i otrzymano imię Feliks.

Załączam wreszcie "wybrane powiązania rodzinne" - żeby zorientować Państwa, jak zniknęło nazwisko Zawadzki w linii prostej od pradziadka księgarza i drukarza ... i jakie jest moje z nim pokrewieństwo w tejże prostej linii.

Józef Zawadzki wydawca i księgarz wileński

15 marca 1781 - 5 grudnia 1838

Józef Zawadzki, syn Kaspra i Stanisławy z Kobierskich urodził się w Koźminie w Wielkopolsce. Nie wiem, czym trudnił się jego ojciec, zapewne pochodził z zubożałej szlachty i był rzemieślnikiem. Był człowiekiem światłym - świadczą o tym starania o wykształcenie syna, który po ukończeniu szkoły 00. Pijarów w Rydzynie, w wieku 15 lat został skierowany na praktykę księgarską. Odbywał ją kolejno w Poznaniu, Wrocławiu i Lipsku - a zatem w miastach dla wydawców i księgarzy znaczących. W roku 1803 przybył do Wilna, z którym związał się do końca życia. Do końca życia też postępował "wedle rzemieślniczego powołania", "miarkując" wydatki na życie, a dochód przeznaczając na rozwój firmy, chcąc przekazać ją synom i wnukom (co się też stało, chociaż nie przez tyle pokoleń, ile sobie wymarzył).

Uniwersytet Wileński w tymże 1803 roku otrzymał od cara Aleksandra I "Akt potwierdzenia starodawnego Uniwersytetu w Wilnie" normujący zasady pracy uczelni. Dlatego też zewsząd napływali młodzi do szkół a później na Uniwersytet, napływali też uczeni - profesorowie, a ponieważ powstawały wśród nich różne towarzystwa i organizacje - jakbyśmy dziś powiedzieli "pozarządowe" - rozszerzał się stale krąg ludzi, których celem było realizowanie programu oświecenia, a przez to - ratowanie kultury polskiej pod rosyjskim zaborem. Doceniali oni w pełni oddziaływanie na młodzież przez słowo nie tylko mówione, ale i drukowane, stąd wielkie zapotrzebowanie na "usługi" wydawnicze i księgarskie. Możnaby powiedzieć, że Józef Zawadzki trafił do Wilna w najlepszym możliwym momencie.

Józef Zawadzki, namówiony na przyjazd do Wilna przez Jana Bietscha, pracował przez pierwszy rok w jego sklepie... bławatnym, w którym było też stoisko książkowe. Już w 1804 usamodzielnił się jednak i założył własną drukarnię. W roku 1805 - odkupił od Uniwersytetu wyposażenie drukarni (znajdującej się zresztą w opłakanym stanie) i został mianowany "typografem uniwersyteckim". W kolejnym roku - objął zarząd księgarni uniwersyteckiej, którą przekształcił w wielki skład książek polskich o bogatym asortymencie - obok podstawowego działu podręczników. Ale "typograf uniwersytecki" mierzył wyżej: miał ambicję zostania samodzielnym wydawcą. Nie szło to tak szybko jak w czasach internetu i e-maili - dopiero w roku 1816 Zawadzki kupuje księgarnię i łączy ją z drukarnią. W roku 1828 żegna się z Uniwersytetem: powstaje samodzielna firma "Józef Zawadzki".

Dzisiaj zapewne mówilibyśmy o organizatorskich, wręcz menedżerskich zdolnościach Józefa Zawadzkiego, który wkrótce znalazł sobie wspaniałego sponsora w osobie ks. Adama Kazimierza Czartoryskiego, generała ziem podolskich. Kontakt, początkowo związany z finansami (książę udzielił mu pożyczki 3000 rubli na rozbudowę i unowocześnienie drukarni) zamienił się po latach w przyjaźń, a korespondencja Zawadzkiego z Czartoryskim jest kopalnią informacji o działalności drukarza i wydawcy, o jego zamierzeniach i celach działania. Zawadzki był też zaprzyjaźniony z licznymi profesorami Uniwersytetu, szczególnym poważaniem otaczał Jana Śniadeckiego. Należał do Towarzystwa Szubrawców (używając trudnego do wymówienia pseudonimu Sweytextyx), był też masonem, (należał do Loży "Gorliwy Litwin Reformowany"), udzielał się w Towarzystwie Typograficznym i Towarzystwie Dobroczynności. Nie wstydząc się swego rzemieślniczego fachu, stał się wkrótce jednym z czołowych przedstawicieli stanu trzeciego, a w rzeczywistości jednym z wileńskich intelektualistów, o otwartych, demokratycznych i postępowych poglądach.

Cele Zawadzkiego i sposoby jego działania były szerokie i nowoczesne. Był w pełni świadomy kulturotwórczej roli wydawcy jako pośrednika między autorem a czytelnikami. Dlatego też jako pierwszy w Polsce zaczął wypłacać swym autorom honoraria (na razie co prawda niewielkie), biorąc na siebie finansowanie wydawnictwa i ryzyko jego sprzedaży. Dobierał zaufanych współpracowników, edytorów i redaktorów, którzy byli zdolni do oceny dzieł, dokonywania przypisów i komentarzy - dbał bowiem ogromnie o poprawność wydawanych książek, a zła jakość rękopisów, częste przeróbki w czasie druku a nawet błędy ortograficzne były codziennością... Wydawał katalogi swych wydawnictw a informacje o ukazujących się nowościach umieszczał w periodykach, organizował punkty sprzedaży podręczników w szkołach, marzył o Targach Księgarstwa w Warszawie... Dokonywał wymiany z innymi drukarniami i księgarniami z Warszawy, Lipska, Paryża, Wiednia i Wrocławia, przyjmował książki w komis. W mniejszych miastach nawiązywał kontakty ze "składami ksiąg". Wydawał nie tylko w języku polskim, ale także m.in. litewskim, żydowskim a nawet hebrajskim. Papier i farbę dla swych wydawnictw sprowadzał z za granicy, aby osiągnąć jak najlepszą ich szatę graficzną. Brał czynny udział w wydawaniu pism periodycznych, przede wszystkim "Dziennika Wileńskiego", a także "Pamiętnika Warszawskiego" a być może i "Pamiętnika Lwowskiego", w których starał się wprowadzać fachową krytykę literacką. Całe swoje doświadczenie wykorzystał opracowując dla Towarzystwa Przyjaciół Nauk projekt organizacji rynku księgarskiego.

Jak w tej sytuacji wytłumaczyć dziwną sprawę jego niechęci do wydania poezji Mickiewicza? Tak, wspierał wileńskich literatów i pisarzy, ale byli to ludzie z kręgu "szkiełka i oka", ukształtowani w końcu wieku XVIII, dla których romantyczne próby były czymś nie do pojęcia i nie do przyjęcia... Zawadzki wydawał zresztą przede wszystkim dzieła naukowe, z beletrystyką, której też próbował, miał raczej złe doświadczenia. Zanotowana jest odprawa, którą dał Adamowi Mickiewiczowi: "Wiersze nie pisze się w Wilnie, ale w Warszawie!" Na szczęście przyjaciel Mickiewicza, Jan Czeczot, zorganizował prenumeratę i na druk Zawadzki się już zgodził (wyraźnie zaznaczając na karcie tytułowej "drukiem" a nie "nakładem i drukiem"). Pod względem edytorskim - te tomiki są bez zarzutu. Ponieważ "Poezje" miały ogromne powodzenie (oprócz ok. 150 subskrybowanych egzemplarzy I tomu - pozostałe 350 znikło natychmiast z rynku)! Zawadzki zorientował się, że się tym razem pomylił i nie tylko zrobił dodruk 1300 egzemplarzy, ale też chciał odkupić prawa do "Poezji" na własność za sto rubli... Jednak tym razem zagniewał się Mickiewicz i zdecydowanie odmówił, "bo nie lubił Zawadzkiego"... Ale tak czy inaczej Józef Zawadzki wszedł do historii literatury polskiej!

Ocalał portret Józefa Zawadzkiego - przedstawiający bruneta z okrągłą twarzą i czarnymi oczami, krótko ostrzyżonego (stosownie do ówczesnej mody), z prawdziwie sympatycznym, nieco figlarnym wyrazem twarzy. Był raczej niskiego wzrostu (co zaznaczono w paszporcie, kiedy w 1803 roku jechał do Wilna), a jak pisze Stanisław Morawski ("Kilka lat młodości mojej w Wilnie") był "pękaty, zacnej duszy i wybornego a jednostajnego w każdym razie humoru". Pracownicy uważali go za wymagającego, ale sprawiedliwego, życzliwego, pomagającego w kłopotach.

Na podstawie książki: "Józef Zawadzki - księgarz, drukarz, wydawca" Radosław Cybulski, Ossolineum, Wrocław, 1972

Wspomnienie o ojcu, prof. Władysławie Zawadzkim

 
Władysław Zawadzki
 
Urodził się w Wilnie, 27 sierpnia "starego stylu" 1885, jako syn "ślubnych małżonków, szlachty sekretarza gubernialnego Feliksa i Marii Stefanii z Kozłowskich". Był najstarszym synem w drugim małżeństwie swego ojca. Była jeszcze córka Anna (wcześnie zmarła na gruźlicę) i syn Adam (w przyszłości właściciel księgarni "Józef Zawadzki").
Władysław Zawadzki począwszy od roku 1903 studiował krótko przyrodę w Moskwie i Lipsku, potem w Krakowie rozpoczął studia filozoficzno-humanistyczne, ale też krótko to trwało, bo związał się z PPS. Efektem tego była konieczność emigracji - i wtedy w Paryżu, ostatecznie przerzucił się na studia ekonomiczno-społeczne, które ukończył w roku 1909. Przez kilka następnych lat pracował samodzielnie naukowo, wydając swoją pierwszą dużą pracę (w języku francuskim) "Zastosowanie matematyki do ekonomii politycznej".

Do PPS już nie wrócił.

W Wilnie pojawił się w roku 1914 i tu zastał go wybuch wojny. Był czynny w ruchu obywatelskim przez jakiś czas, powołany do wojska, pracował w biurze szyfrów. 10 lutego 1917 ożenił się z Haliną z Niedziałkowskich.

Po roku 1918 przeniósł się z żoną do Warszawy. Wykładał wtedy na Politechnice i w Wyższej Szkole Handlowej.

W tym też czasie wraz z grupą działaczy z Wilna opracował "Memoryał w sprawie rozwiązania problemu ziem W. Ks. Litewskiego" złożony w Radzie Stanu w Warszawie 1 września 1918 przez Litewskie Biuro Informacyjne w Krakowie. 14 listopada Władysław Zawadzki przedłożył Radzie Stanu swój indywidualny projekt rozwiązania sprawy stosunków polsko-litewskich. Proponował w nim utworzenie państwa litewskiego, związanego unią z Polską. Był też w tym czasie (wraz z Bronisławem Krzyżanowskim) członkiem delegacji Komitetu Obrony Kresów, która wyjechała do Paryża na Konferencję Pokojową, aby tam doradzać członkom głównej delegacji polskiej.

Jesienią 1919 wrócił do Wilna, gdzie odradzał się właśnie Uniwersytet. Decyzja była natychmiastowa - i podpis Władysława Zawadzkiego znajduje się na Akcie Wskrzeszenia Uniwersytetu z 11 października 1919. Wykładał tam ekonomię do 1931 roku, w latach 1919 - 1922 był prodziekanem, a w latach 1922 -1924 - dziekanem Wydziału Prawa. W tym czasie napisał i wydał swoją drugą wielką pracę - "Teorię produkcji".

Trudno powiedzieć jaki był dla studentów: Czesław Miłosz, (który studiował prawo w tym czasie, jakoś go nie lubił. Inaczej natomiast go widział Witold Swianiewicz, zapalony student, potem asystent a później następca na katedrze Ekonomii Politycznej USB.

W końcu lat 20-tych prof. Zawadzki dojeżdżał na wykłady do WSH w Warszawie, został doradcą Biura Ekonomicznego Poselskiego Klubu Konserwatywnego w Sejmie, następnie kierował biurem Studiów Naukowych Ministerstwa Skarbu. W roku 1931 został wiceministrem, a w 1932 - ministrem skarbu; był nim do jesieni 1935 r.

Był to okres kryzysu, stąd nadzwyczajnych rzeczy nie udało mu się w tym czasie zrobić. Ale Profesor na pewno przeprowadził przez ten okres Skarb Państwa bez wielkich załamań, wprowadził szereg zmian w prawie skarbowym, opracował szereg rozporządzeń w sprawach obiegu pieniężnego. Z pomyślnego rozwoju koniunktury korzystał już jednak w późniejszych latach kto inny.

Prof. Zawadzki ministrem skarbu był stosunkowo długo - przetrzymał kilku premierów. Ponieważ był "człowiekiem Marszałka Piłsudskiego" (chociaż nie należał do najbliższych Jego współpracowników) i po Jego śmierci wszystko się zmieniło. Prezydent Mościcki go zdecydowanie nie lubił - może nawet z pewnym uzasadnieniem.., bo prezydent (który, jak wiadomo nie był ekonomistą) zaczął Profesorowi przerabiać projekt reformy skarbowej - nie przyznając się, że to on jest autorem przeróbek. Profesor to przejrzał i stwierdził, że tylko bałwan mógł wymyślić coś takiego... W ostatecznym efekcie profesor Zawadzki wrócił do pracy naukowej - najpierw do Wilna na USB, potem ostatecznie na SGH (dawne WSH) w Warszawie.. Było to jesienią 1937.

Jesienią 1938 dała o sobie znać choroba - był to rak. Sytuacja pogarszała się błyskawicznie i Profesor zmarł 3 marca 1939 r.

Po uroczystej mszy św. w Warszawie - pogrzeb odbył się w Wilnie. Karawan jechał z dworca przez całe miasto na Cmentarz Antokolski do grobów rodzinnych.. Kondukt był ogromny. Wszędzie po drodze biły dzwony w kościołach. A pogoda była marcowa - pochmurno, zimno, wilgotno - tyle, że nie padało. Granitowa płyta miała być położona dopiero jesienią - i już nie została położona. W latach 60-tych pochowano w tym miejscu jakieś nieznajome panie...

Jak wyglądał profesor Zawadzki? Był niewysoki (co zresztą widać na zbiorowych fotografiach), w późniejszych latach trochę zaokrąglony, chociaż chyba nie "pękaty" (jak napisał o jego dziadku Stanisław Morawski w "Kilka lat młodości mojej w Wilnie"). Miał bardzo ciemne włosy i czarne oczy, bystre, czasem groźne, często uśmiechnięte, ale zawsze o bardzo uważnym spojrzeniu.

Kiedy umarł, miałam lat zaledwie 11 , więc pamiętam najbardziej to, czego mi nie było wolno: hałasować czy przeszkadzać, kiedy pracował w swoim gabinecie. Miał jednak dla mnie czas - w niedziele chodziliśmy do Łazienek karmić wiewiórki, szukając takich miejsc, gdzie było mniej ludzi. Opowiadał mi też różne ciekawe historie w sposób dostępny dla dziecka - pamiętam najlepiej jak to było z wynalazkiem druku i z Gutenbergiem.

Władysław Zawadzki

Memoriał złożony do Rady Regencyjnej w Warszawie

Warszawa, 14 listopada (1918)

Poufne

Niezależnie od tego, czy otrzymane tutaj dzisiaj alarmujące wiadomości o położeniu Wilna są prawdziwe, położenie to, a szczególnie położenie Polaków i polskości w Wilnie należy uważać za bardzo groźne i wymagające niezwłocznej akcji ze strony władz polskich w celu skonsolidowania wysiłków miejscowych i nadania im jednolitego kierownictwa, doprowadzenie do układu z czynnikami politycznymi litewskimi ew. żydowskimi (Białorusini mało tu wchodzą w rachubę) oraz z wojskami niemieckimi, wreszcie dla ułatwienia akcji międzynarodowej. Wobec tego uważam za niezbędne:

1. jak najrychlejsze wysłanie do Wilna upoważnionego delegata Rządu polskiego

2. podjęcie odpowiednich starań u rządów państw koalicyjnych, państw neutralnych tudzież rządu niemieckiego.

Co się tyczy delegata i jego misji uważam, że musi to być człowiek cieszący się zupełnym zaufaniem zarówno Rządu jak i polskich kół politycznych na Litwie, że powinien być zaopatrzony w dokładne instrukcje od Rządu dla tych polskich czynników, od których stanowiska wiele będzie zależało; również zaopatrzonym w pełnomocnictwa, które mu pozwolą traktować z odpowiednią powagą i widokami powodzenia, z czynnikami obcymi.

Zasadniczą ideą jego misji musi być dążenie do zjednoczenia wszystkich żywiołów kraju dokoła hasła, państwa litewskiego związanego unią z Polską - co mimo wielokrotnych nieudanych prób wydaje mi się w tej chwili rzeczą możliwą do urzeczywistnienia. Trudności wychodziły dotychczas zarówno ze strony polskiej jak i litewskiej. Polacy w Wilnie, gub. wileńskiej i północnej części grodzieńskiej domagali się w większości swej bezwzględnego przyłączenia do Polski; sądzę jednak, że z tego stanowiska zgodzą się zejść pod wpływem nalegań Rządu polskiego, dalej ze względu na grozę sytuacji i wreszcie pod warunkiem, aby układ z innymi narodowościami dawał im pewność nieskrępowanego rozwoju. Litwini dotychczas w ogóle nie zgadzali się na związek z Polską, stanowisko ich musiało jednak obecnie ulec zmianie dla niżej podanych powodów. Litwini działali w porozumieniu z dotychczasowymi władzami niemieckimi, które miały im (tj. Tarybie, wzgl. wyłonionemu przez nią Rządowi) przekazać przed ustąpieniem władzę i dopomóc do zapewnienia jej egzekutywy. Przywódcy litewscy mieli nadzieję, że przy pomocy tej egzekutywy potrafią władzę utrzymać aż do chwili utrwalenia i międzynarodowego usankcjonowania państwowości litewskiej. Obecnie nadzieje te zawiodły; słabym punktem Litwinów jest domaganie się przez nich obszarów etnograficznie nielitewskich, szczeg. Wilna; w tej chwili nie mają już żadnych widoków pozyskania tych obszarów i to stwarza platformę, na której może dojść do porozumienia polsko - litewskiego: gdyby Polska mogła pomóc Litwinom do zachowania Wilna w obrębie swej państwowości, prawdopodobnie zgodzą się na związek z Polską.

Na mocy mej znajomości stosunków miejscowych uważam, że układ, oparty na zasadach poniżej wyłuszczonych, miałby, przy pewnej zręczności delegata Rządu polskiego, szansę być zaaprobowanym zarówno przez Polaków jak i litewskie czynniki polityczne.

1. Rząd polski uznaje państwo litewskie w granicach albo Litwy historycznej lub też tej części dawnego W. X. Litewskiego, która jest w większości zamieszkała przez katolików (mniej więcej: gub. wileńska, kowieńska, grodzieńska, północna część suwalskiej, zachodnia część mińskiej) ze stolicą Wilnem. Ciaśniejsze zaznaczenie granic jest potrzebne z tego względu, że pozostała część (Białoruś prawosławną) ma tylko bardzo słabe tendencje oderwania się od Rosji. Rząd polski nie powinien więc wiązać się warunkiem Litwy historycznej, a przeciwnie, musi kategorycznie obstawać za tem, że układ z Litwinami pozostaje w mocy dla wyżej zakreślonego, ciaśniejszego terytorium , niezależnie od tego jak się wypowie wschodnia część W. X. Litewskiego.

2. Stronnictwa polityczne litewskie (wzgl. Rada Krajowa Litwy, tj. Taryba - o ile jeszcze istnieje) przyjmują zasadę związku prawno-państwowego z Polską i zobowiązują się ją popierać. Związek ten powinien być oparty na zupełnej równorzędności Litwy z Polską, wspólności polityki zewnętrznej i związanych z nią dziedzin państwowych (armia, traktaty handlowe etc.) wreszcie zupełnej niezależności w polityce wewnętrznej.

3. Rząd polski i stronnictwa litewskie uznają zasadę równorzędności zupełnej narodowości polskiej i litewskiej (wzgl. i białoruskiej, jeśli chodzi o całość Litwy historycznej) pod względem stanowiska języków państwowych, wydatków na cele kulturalne etc. Inne narodowości mają zabezpieczony rozwój narodowy i kulturalny.

4. Szczegóły układu mają być opracowane w łącznym porozumieniu Konstytuanty Warszawskiej i Wileńskiej, przy czym Rząd Polski i stronnictwa litewskie zobowiązują się przyjęte zasady popierać; Rząd polski będzie w tym kierunku wpływał na polskie czynniki polityczne na Litwie.

Gdyby powyższy układ doszedł do skutku, delegat Rządu polskiego miałby za zadanie współdziałać przy wytworzeniu Rządu Tymczasowego na Litwie, złożonego z Polaków i Litwinów, wzgl. nawet z udziałem Żydów, i dalej pośredniczyć przy przejmowaniu władzy od Niemców. Bardzo energiczna pomoc od Rządu polskiego byłaby niezbędna w formie przysłania sił fachowych, broni i pomocy materialnej. W jakim stopniu niezbędna byłaby pomoc wojskowa nie mogę w tej chwili określić, sądzę jednak, że gdyby wojska niemieckie zajęły neutralne stanowisko, rosyjskie zaś nie wkroczyły, wystarczy przesłanie bardzo szczupłych posiłków, potrzebni zaś będą głównie instruktorzy i broń.

W razie gdyby, wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu, układ ze stronnictwami litewskimi nie miał dojść do skutku, Rząd polski powinien, moim zdaniem, rewindykować dla Polski obszary zaludnione w większości przez Polaków pragnących przyłączenia do Polski (większa część gub. wileńskiej i grodzieńskiej). W tym wypadku zadaniem delegata Rządu byłoby zorganizowanie energicznej akcji społeczeństwa miejscowego w tym kierunku i kierowanie tą akcją w ścisłym porozumieniu z Rządem polskim. Akcja ta w moim rozumieniu poza stroną demonstracyjną musiałaby ulegać na obejmowaniu wszędzie, gdzie się da, władzy przez organizacje polskie w imieniu Rządu polskiego, przy czym oczywiście niezbędna by była stała i bardzo energiczna pomoc ze strony tego ostatniego.

Co się tyczy akcji międzynarodowej u rządów Koalicji, to w pierwszym rzędzie widzę konieczność niezwłocznego zwrócenia się z żądaniem, aby tereny okupowane nie zostały oddane Rosji; dalsze kroki w tym kierunku byłyby zależne od rozwoju wypadków. Od rządów Koalicji należałoby również żądać pomocy w dziedzinie aprowizacji, która przedstawia się bardzo źle i której niezałatwienie może pociągnąć za sobą katastrofę.

Od rządu niemieckiego należało się domagać

- aby okupowanych terenów nie odstępował Rosji

- aby władza była przekazywana organizacjom przedstawiającym całą ludność, ew. rządowi nowego państwa, z chwilą gdy się utworzy.

Sądzę wreszcie, że potrzebnym będzie staranie się o komisję międzynarodową dla zbadania przed ostatecznym zdecydowaniem o ich losie, sprawy wschodnich ziem b. Rzeczypospolitej.

W końcu pozwalam sobie raz jeszcze zwrócić uwagę na niezmierną doniosłość i pilność poruszonych powyżej spraw. Wszelka zwłoka grozi nieobliczalnymi nieszczęściami dla polskości na Litwie.

Wybrane powiązania rodzinne Józefa Zawadzkiego

(ostatni nosiciele nazwiska z tej linii)

Józef Zawadzki, miał trzech synów, trzech wnuków i trzech prawnuków - i na nich, niestety, skończyła się linia Zawadzkich, związanych z drukarnią i księgarnią. Gorzej, że żaden z prawnuków nie miał ochoty podjąć się działalności w tej branży - co - jak wiadomo skończyło się na sprzedaży księgarni wiosną 1939 roku spółce jej pracowników. (Jeszcze po II wojnie usiłowali oni prowadzić dalej księgarnię w Białymstoku, ale łatwo się domyślić, że nie trwało to długo w peerelowskiej epoce "walki o handel". Drukarnia, którą prowadził Feliks, została mu oczywiście odebrana na początku II wojny. (Podobno bardzo rozbudowana, istnieje dotąd pod tym samym adresem).

Archiwa firmy pozostały w Wilnie - są podobno w dobrym stanie, opracowane i dostępne.

1868, 29 listopada, Petersburg

List Ignacego Januszewskiego do córki Heleny i jej męża Edmunda Dzierżyńskiego.

Moje drogie dzieci!

Od trzech dni jestem w Petersburgu - otrzymałem wasz list, przepraszam kochanego Edmunda, że przy tych kłopotach i ambasadach zapomniałem o jego imieninach, więc choć już późno życzę mu wszelkiego dobra i proszę Boga, aby was obdarzył znowu dzieckiem, któreby mogło zastąpić stratę waszego ukochanego Witoldka. Nie miałem serca, będąc w Wilnie oznajmić mamie o waszym nieszczęściu, miał o tym powiedzieć mamie Felix po moim wyjeździe, dziś ja sam o tym piszę do Mamy, przesyłając wasz list ostatni - mam nadzieję, że popłakawszy podda się mama z rezygnacją woli Wszechmocnej. Dzięki niech będą Bogu, że przy waszym nieszczęściu zdrowi jesteście.

Chcecie wiedzieć o wszystkich szczegółach tyczących się wesela Emilki - postaram się w krótkości zaspokoić waszą ciekawość. Mieszkanie dla odbycia tego obrządku było najęte w kamienicy Fityzgofowej, tam, gdzie uprzednio była Izba Cywilna, pomieszczenie było obszerne i eleganckie, mieliśmy dużą salę. Ślub dawał ksiądz Julian, kustosz ex-Bernardyn. - Hela musi go przypominać - w kościele św. Jerzego. Dla uniknięcia tłumów chował się jak największy sekret w jakim kościele ślub, myślano, że będzie u św. Michała, gdzie Julian jest kapelanem i od godziny 5 - ej do 7 - ej kościół ten, choć zamknięty, był jak w oblężeniu - pomimo to w kościele św. Jurskim znaleźliśmy już niemało osób a przy końcu obrządku cały kościół był napełniony. Z dzieci Emilki była tylko Marylka, inne dziatki zostawione były w Jodzie.

Zaproszonych osób było bardzo niewiele, tak że przy kolacji siedziało nas 24 - była Zosia z mężem, Górska, Wejtkowie, Giedroycia (Witoldowa), Houwaldtowa z mężem, Jasiukowicz z dwiema córkami i synem, moja ciotka Wiktoria, Adam Zawadzki, Pomarnacki, Mackiewicz (przyjaciel Felixa, brat tego, który się ożenił z Adelką Zawadzką) i zdaje się, że na tym koniec. Kolacja była przyzwoita, kucharza mieliśmy bardzo dobrego i wszystko było dobrze przygotowane - a Felix nie żałował ze swojej strony ani cukrów, ani wina; wina było obficie i to w najlepszych gatunkach, oprócz szampańskiego piliśmy wyborne wino węgierskie - tokaj. Żałowałem, że was nie było.

Około 12-ej pojechałem z księdzem na mieszkanie Felixa, ksiądz je poświęcił i wyszedł, wkrótce przyjechała mama, a w kilka minut przyjechali Felixowie; przyjąwszy i pobłogosławiwszy ich wyjechaliśmy, zostawując ich jednych.

Adam był grzeczny i uprzejmy, Felix zaś dla niego pokazywał największy szacunek, bo przed wyjściem do kościoła pocałował go w rękę, to samo zrobił kiedy na kolacji pito zdrowie Adama. Ala za to sama Adamowa dotąd zła jak furya; mama zadawszy sobie gwałt zrobiła jej wizytę (jeszcze przed moim przyjazdem) - nie przyjęła, a Helence naprawiła tysiąc interpretacji. Felix w dzień ślubu przychodził do niej dla pojednania się, ale tak był przyjętym, tyle mu zaczęła prawić obelg, że nie pożegnawszy się musiał wyjść z mieszkania. Nie pojmuję na czym to się skończy, a chciałbym z duszy ażebyśmy mogli przyjść do zgody.

Feliksowie mieszkają w dawnej kwaterze Hurczynów, która jest odnowiona, w meblach nie ma zbytku, ale wszystko jest porządnie i pięknie. Felix uważa siebie za najszczęśliwszego i powiada, że mu się zdaje iż z piekła przeszedł do raju - i prawdziwie przykre było jego położenie dotychczas, bo musiał chodzić na obiady do Adamów. Daj Boże, żeby ten poczciwy człowiek aż do zgonu był szczęśliwy, mam nadzieję, że Emilka ze swojej strony starać się będzie, ażeby ten człowiek, który ją wyprowadził z nieszczęścia był tak szczęśliwy, jak tylko nim być może człowiek na tym padole płaczu. Za parę tygodni mama z Manią przywiózłszy z Jody dzieci do Emilki przyjedzie tutaj na parę miesięcy.

Bądźcie zdrowi, moi drodzy - niech was Bóg ma w swojej opiece

Wasz Ignacy

PS. Joda pod Mejszagołą - to majątek, który pozostawał w rodzinie Feliksa, najstarszego syna z małżeństwa z Emilią Januszewską, aż do II wojny. O ile wiem - to przez jakiś czas było tam Muzeum Dzierżyńskiego, teraz jest to własność prywatna. (Obecnie w rejonie szyrwinckim.)

Nasz Czas 40 (579), 2002 r.

Nasz Czas
 

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com