…Nie należy zapominać, że demokracja to jeszcze nie wolność. Demokracja to tylko równość. Dopiero liberalizm jest ­wolnością. Połączenie równości z wolnością ma wreszcie stwarzać ów ideał, który wszyscy pragniemy osiągnąć. Józef Mackiewicz. Zwycięstwo prowokacji, 1962

Abramowicz-Niepokójczycki Ludwik PDF Drukuj Email
Autor: Maria Nekanda-Trepka   
Niedziela, 26 września 2010

WILNIANIE ZASŁUŻENI DLA LITWY, POLSKI, EUROPY I ŚWIATA 
(1879 – 1939)

Ludwik Abramowicz-Niepokójczycki - redaktor
"Przeglądu Wileńskiego"

Główny ideolog i współtwórca idei krajowej Ludwik Abramowicz, urodził się 5 lipca 1879 roku, w piętnaście lat po upadku powstania styczniowego; atmosfera klęski i nieefektywność działań zbrojnych miały istotny wpływ na jego późniejsze zapatrywania na możliwości rozwiązań politycznych na świecie.

 
Ludwik Abramowicz z żoną
 
Rodzice mieszkali w Mińsku Litewskim, ojciec Jan był prawnikiem, pełniącym funkcję prokuratora. Matka, Maria z Mroczkowskich, też pochodziła z rodziny prawniczej. Ludwik, wychowywany w duchu miłości do kraju rodzinnego, bardzo wcześnie zauważył dysonans w traktowaniu ludności białoruskiej, wtedy ogólnie nazywanej ludnością miejscową, a także często odmienny jej stosunek do powstania. Czy już wtedy jako młody chłopiec wyczuwał niesprawiedliwość związaną z taką, a nie inną narodowością. Gimnazjum rosyjskie ukończył w Mińsku i jeszcze w latach 80. rozpoczął studia przyrodnicze w Moskwie, potem przeniósł się do Charkowa, gdzie przypuszczalnie studia przyrodnicze ukończył. Po paru latach pojechał do Francji, gdzie rozpoczął działalność publicysty politycznego i społecznego. Właśnie w Paryżu rodził się dziennikarz o poglądach socjalistycznych, od zarania walczący z nacjonalizmem, bez względu na sympatie czy antypatie narodowościowe.
W pierwszych latach XX wieku przenosi się do Krakowa, gdzie wstępuje na studia historyczne, jednocześnie rozpoczynając regularną pracę publicystyczną. Zajmuje się pracą polityczno-społeczną, nawiązując kontakty z polskimi organizacjami wojskowymi, działającymi w Galicji.

Do kraju, a więc do Wilna, wraca w roku 1904. Dwa ważne wydarzenia nastąpiły wtedy w jego życiu. W tymże roku żeni się z Julią Salmonowiczówną, córką Ludwika i Karoliny z Czernickich, i zamieszkuje na stałe w Wilnie. W tych samych latach kontaktuje się z Michałem Romerem, z którym obaj wypracowują ideę KRAJOWOŚCI. Romer wydaje "Gazetę Wileńską", w której po raz pierwszy przedstawia możliwości współpracy i wspólnego gospodarowania w obrębie dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego zamieszkanego od wieków przez ludność składającą się z kilku narodowości, bez uciekania się do dominacji jednej z nich. "Gazetę Wileńską" Romer wydawał bardzo krótko, jak sam tłumaczył, "po prostu zabrakło pieniędzy". Wtedy obaj przenieśli się do "Kuriera Litewskiego" wydawanego przez Czesława Jankowskiego. Przestali w nim pracować, gdy nastąpiło zjednoczenie "Kuriera" z endecko-klerykalnym "Dziennikiem Wileńskim". Ciągle marzyło im się własne pismo, ale na to musieli jeszcze parę lat poczekać.

Ludwik w tym okresie został szczęśliwym ojcem dwóch córek - Zofii, późniejszej profesor filologii klasycznej na Uniwersytecie w Toruniu oraz Hanny, w przyszłości absolwentki Szkoły Sztuk Pięknych w Wilnie (mąż Tadeusz Makowiecki, historyk literatury i sztuki, bibliotekarz, położył duże zasługi dla ochrony zbiorów Uniwersytetu Warszawskiego, jako literat zajmował się Norwidem i Wyspiańskim), wybitnej pracownicy Muzeum Miejskiego w Toruniu.

W listopadzie (podano daty w nowym i starym stylu) 1912 r. ukazał się pierwszy numer okazowy "Przeglądu", który wydawcy potraktowali jako jednodniówkę. Obaj przedstawili się w nim - Ludwik w artykule Bez drogowskazu, w którym mamy już przedsmak bojów światopoglądowych, jakie "Przegląd" będzie toczył przez cały czas. Romer napisał o piśmiennictwie litewskim, którym interesował się całe życie. W ten sposób już w pierwszym numerze zaprezentowali swoje zainteresowania. Natomiast w Prospekcie pisma, który wydano zaraz potem, podano konkretny program polityczny, społeczny i narodowościowy. Program podpisał redaktor naczelny Ludwik Abramowicz i najbliższy współpracownik Michał Romer. Podano też nazwiska współpracowników, adres Redakcji i warunki prenumeraty.

W Prospekcie czytamy:

"Przegląd Wileński" będzie pismem demokratycznym omawiającym sprawy polityczno-społeczne ze stanowiska interesów szerokich warstw ludowych [...]. PW będzie stał na gruncie obywatelstwa krajowego, uznając ziemie litewsko-białoruskie za kraj o charakterze odrębnym, złączony wspólnymi interesami, stanowiący całość terytorialną i zamieszkany przez kilka narodowości, posiadających równe prawa do stanowienia o sobie i losach kraju [...]. PW będzie pismem postępowym [...] będzie zwalczał wszelkie objawy wstecznictwa i nietolerancji [...] podkreślamy wyraźnie, że rozwój kultury polskiej obchodzi nas szczerze i głęboko [...]. Rzecz prosta, że życie i potrzeby kraju będą uwzględniane przede wszystkim [...]. Odtwarzać je będzie szereg [...] korespondencji z różnych stron Litwy i Białej Rusi".

W roku 1912 takie zamiary miały sens i perspektywy, nawet po przegranej w III. Dumie.

"Przegląd" wychodził przez dwa lata. Wiosną 1914 roku Abramowicz zaprzestał wydawania pisma krajowego, uważając, że sprawy walki zbrojnej J. Piłsudskiego są w danym momencie najważniejsze, i pojechał razem z Romerem do Krakowa. Tam jednak zdecydował o potrzebie pracy w Warszawie, gdzie zastała go wojna. Jeszcze przed wojną w 1914 roku Abramowicz zakłada w Warszawie pisma "Strażnica" i "O prawdę", a po wybuchu wojny przez jakiś czas wydaje "Wiadomości Wojenne". Wszystkie te pisma były prawie natychmiast konfiskowane.

W Warszawie zajął się bez reszty sprawami politycznymi, połączywszy je z publicystyką. Był współzałożycielem tygodnika "Myśl Polska", który w założeniu miał być pismem niezależnym od ugrupowań politycznych. Pisał tam jak zawsze o sprawach wschodnich. Jako Członek LPP (Liga Państwowości Polskiej) redagował spisy członków Towarzystwa Inteligencji Demokratycznej, naturalnie warszawskiej. Pisał też do "Głosu Stolicy", czasopisma mającego odpowiedzieć na potrzeby aktualne w dziedzinach, które w warunkach niewoli nie mogły być rozwijane.

Współpracuje z pismem "Widnokrąg" pod redakcją Rzymowskiego. Jego artykuły jak zawsze oscylują w kierunku tworzenia państw sfederowanych; niezależnie od narodowości ich mieszkańców. "Widnokrąg" był chyba najbliższy ideologicznie Abramowiczowi, jako pismo par excelence demokratyczne, tolerancyjne, przeciwne wszelkim ksenofobiom. Abramowicz pisze, gdzie tylko może, jego prace są nawet w "Dzienniku Narodowym". Z inicjatywy Abramowicza Koło Wielkiego Księstwa Litewskiego wydało 25 września 1915 roku odezwę, w której czytamy: "Padły przed zwycięskimi armiami austryjacko-niemieckimi, Wilno stolica Litwy, Grodno Kowno [...] obowiązek prowadzenia dalszej polityki i współpracy Litwy i Polski należy do nas, tak aby wszystkie narody ze sobą współpracowały. Wolna Litwa i Wolna Polska nie mogą wprowadzać ucisku i przemocy narodowej".

L. Abramowicz bierze czynny udział w Konferencji niepodległościowej w Krakowie w dniach 22 i 23 IX 1916 roku. W delegacji brała udział elita intelektualna Królestwa i Galicji - Warszawy i Krakowa. Zjazd odbył się w celu ustalenia ścisłego kontaktu politycznego między tymi dzielnicami Polski, aby wypracować postępowanie względem ówczesnych władz zwierzchnich, jak NKN i dowództwo armii niemieckiej oraz walczących Legionów. Na tej konferencji L. Abramowicz oświetlił, jak to określił "Kurier Warszawski", perspektywy polityki Polski na wschodzie (Wielkiego Księstwa Litewskiego). "Wiadomości Polskie" określiły tę konferencję jako "Dzieło Konsolidacji Narodowej".

Drugi ważny Zjazd, w którym L. Abramowicz brał udział, odbył się w Piotrkowie (Dziennik Narodowy 20 IX 1916). LPP proklamowała na nim Państwo Polskie. Z inicjatywy Abramowicza ustalono, że "Państwo Polskie stanowić będzie wśród Państw Europy Środkowej niezwyciężoną zaporę wszelkich prób odwetowych ze strony Rosji oraz zrealizuje niezbędny warunek równowagi politycznej Europy". Ten punkt pierwszy i najważniejszy referował Ludwik Abramowicz.

Po utworzeniu Tymczasowej Rady Stanu został mianowany kierownikiem Biura Prasowego i wiosną 1918 roku służbowo wyjechał do Wilna z paszportem dyplomatycznym. Tam wygłosił parę odczytów, ale niejawnie.

Po otrzymaniu stanowiska referenta do spraw Litwy i Białorusi w Departamencie Politycznym Rady Stanu, a potem w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, szybko wraca do Wilna i pozostaje w nim w czasie rządów wojennych władz, początkowo Niemców, którzy niby oddali władzę Litwinom (Taryba), ale właściwie rządzili sami. Po ustąpieniu Niemców pod nawałą bolszewicką, kiedy uciekały wszystkie władze polityczne, naukowe i medialne, Ludwik Abramowicz pozostał jako opiekun uniwersytetu i wszystkich jego zakładów, jak biblioteka czy obserwatorium astronomiczne. W czasie tej opieki przeżywał ciężkie chwile, a nawet był narażony na śmierć. Wszystkie pracownie i biblioteka ocalały. Znacznie później pierwszy Rektor USB prof. Michał Siedlecki w imieniu wileńskiej uczelni w słowach najwyższego uznania i szacunku podziękował Ludwikowi Abramowiczowi za uratowanie substancji uniwersyteckiej, którą po powrocie naukowcy zastali prawie nienaruszoną. Jest to jedna z cech tego wspaniałego człowieka, gotowość przyjścia z pomocą tam, gdzie tej pomocy potrzeba, bez próśb i namawiania.

Po utworzeniu Okręgu Generalnego Litwy i Białej Rusi przez władze tymczasowe, Abramowicz obejmuje stanowisko naczelnika prasowego. Pismo Marszałka Piłsudskiego Do Mieszkańców byłych Ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego przyjmuje z entuzjazmem, tak jak zdobycie Wilna przez Żeligowskiego, które to fakty, według niego, umożliwiły utworzenie Litwy Środkowej.

Realizacja idei krajowej zdaje się być spełniana. Abramowicz wydaje "Gazetę Krajową". Ale sprawy nie idą pomyślnie. Litwa Środkowa z utworzoną Tymczasową Komisją Rządzącą, w której władzach uczestniczą obaj Abramowiczowie - Ludwik i Witold, bezskutecznie stara się o nawiązanie kontaktów z Litwą. Sprawa trafia pod obrady Ligi Narodów i Komitetu Paryskiego. Jest dużo propozycji, ale żadna z nich nie znajduje poparcia obu stron Litwy i Polski. Zwycięża nacjonalizm. W końcowym etapie Litwini nie zgadzają się na plebiscyt ani nie mają chęci współpracować z innymi narodowościami zamieszkującymi Wileńszczyznę. Natomiast Polacy na powojennej fali patriotyzmu i miłości do każdego skrawka ziemi, zamieszkałego przez Polaków, nie zamierzają ze stolicy Litwy zrezygnować.

Wyłoniony Sejm Litwy Środkowej włącza Wilno i Wileńszczyznę do Polski, co Sejm Ustawodawczy w Warszawie prawie jednogłośnie zatwierdza.

Litwini stratę Wilna odczuli jako niezasłużoną krzywdę; pozbawiono ich stolicy tylko dlatego, że mieszkało tam więcej Polaków niż Litwinów, a przecież Wilno należało do Litwy wcześniej, kiedy tam też mieszkało wielu Polaków.

Michał Romer w pełni ich rozumie i oddaje swoją wiedzę Litwie. Ludwik Abramowicz w lipcu 1920 podaje się do dymisji, a "Gazetę Krajową" oddaje Chomińskiemu, który reprezentował bardziej umiarkowaną ideę krajową.

Jednak Ludwik Abramowicz nie poddał się całkowicie. Pierwszego listopada 1921 roku ukazał się ponownie "Przegląd Wileński", który w pełni odpowiadał idei krajowej z "Przeglądu" lat 1912-1913. Pismo stanęło przed innymi zadaniami, którym Redaktor Naczelny poświęcił się z oddaniem.

Jednak znacznie się zmieniła atmosfera; tylko niewielu Wilnian pozostało wiernych idei krajowej, większość widziała w Wileńszczyźnie integralną część Polski. Powstała cała grupa Polaków uważających się za "krajowców", ale jak twierdził M. Romer, ci "krajowcy" mówili "krajowość", a myśleli: "kresy najjaśniejszej Rzeczypospolitej". Oddanie Wileńszczyzny pod wspólne rządy, które na pewno byłyby zdominowane przez tautininków, było dla nich nie do pomyślenia.

Ludwik Abramowicz niejednokrotnie był nazywany "litewskim i białoruskim nacjonalistą", chociaż jeżeli chodzi o nacjonalizm Białorusinów, to Stanisław Świaniewicz był uważany za jego głównego szerzyciela.

Kiedy się czyta kolejne tomy "Przeglądu", dochodzi się do wniosku, że mimo ciągłego tłumaczenia, czym jest idea krajowa, w jej zrozumieniu panuje chaos kompetencyjny; ludzie nie rozumieją, że nie wystarczą uczucia przywiązania do jakiejś ziemi. Prawdziwi krajowcy uważali, że aby krajowość się spełniła, należy tym krajem współrządzić i stworzyć jej państwowość, a więc uznać go za byt samodzielny.

Nawet tacy publicyści jak Cat-Mackiewicz zwalczali Abramowicza nie tylko jako ideowego przeciwnika; twierdzili, że Abramowicz odstrasza miejscowe społeczeństwo od idei krajowej przez swoje zacietrzewienie i nieumiejętność szerzenia jej.

Abramowicz odparowuje zarzuty, twierdząc, że jako wytrawny krajowiec nie może traktować zdania Cata jako przemyślanego, kiedy ten twierdzi, że "Wilno jest kluczem mocarstwowego stanowiska Polski". A przecież sam Cat nie wierzy w rzetelność i prawdziwość takiego twierdzenia. Naturalnie wymiana zdań odbywa się w atmosferze kurtuazji i kultury, ale nie zawsze tak się polemizowało. Ludwik Abramowicz spotykał się nie tylko z niewybredną krytyką, ale i nawet z pogróżkami. Prasa ksenofobiczna, a tej nie brakowało w naszym kraju, uważała, że Abramowicz tylko czeka na zgubę ojczyzny przez popieranie szumowin litewskich, białoruskich, no i żydowskich.

Dla ksenofobów i klerykałów przynależność Abramowicza do "Art Royal" była niezbitym dowodem jego złowróżbnej działalności.

"Przegląd" miał, tak jak i przedtem, swoich korespondentów w kraju i za granicą, jedynie wieści ze Związku Radzieckiego przychodziły z trudnościami. Ogólna atmosfera, która otaczała "Przegląd", sprawiła, że wielu współpracowników podpisywało się inicjałami, aby uniknąć przykrości. Z biegiem lat, kiedy liczba nie tylko czytelników, ale i współpracowników zmalała, ze względów finansowych, Abramowicz wypełniał numery artykułami podpisanymi: "Waga" (herb Abramowiczów) "Karol Niepokójczycki" lub "L.K.A.", "I Karol Waga", "Autochton", "Licz".

Od 1 stycznia 1928 roku "Przegląd" staje się własnością udziałowców. Redaktorem naczelnym pozostaje nadal L. Abramowicz, a warunki prenumeraty pozostają te same. Do komitetu, który miał zorganizować spółkę, weszli: Jan Krywko, dr Witold Legiejko, Euzebiusz Łopaciński, Dr Witold Sławiński, Konstancja Skirmuntt (najwierniejsza współpracownica) i Wiktor Tołłoczko. Dawni współpracownicy zostali w 90%. Ostatnie 10-lecie można by nazwać za Redaktorem Contra Spem Speramus.

W zasadzie Abramowicz podzielił "Przegląd" na trzy główne działy: I. Propagowanie krajowości jako przyszłościowego systemu rządzenia, który jest moralnie wyższy niż państwa nacjonalistyczne. II. - Obserwacja i ocena obecnego systemu sprawowania władzy na Wileńszczyźnie. III. - Polityka międzynarodowa.

Były także działy mniej ważne, jak kroniki artystyczne, literatura epitafijna, życie towarzyskie itp. Jednak na dwa pierwsze działy Redaktor naczelny kładł szczególny nacisk. Uważał za swój priorytetowy obowiązek podawanie rzetelnej wiedzy o idei krajowej i na wyjaśnianiu, na czym polega różnica między krajowcami różnej maści, którzy, jak pisał Romer, wierzą rzeczywiście, że ich pojęcie o krajowości jest słuszne, że wystarczy kochać i czuć ten okręg kraju jako swój, z bezwzględną koniecznością widzenia go jako części Polski. Abramowicz nie patrzył bezkrytycznie na urzeczywistnienie jego idei, wiedział, iż w dobie obecnej przy nacjonalizmie Polski jako nowo powstałego państwa i nacjonalizmie Litwy podbudowanej uczuciem krzywdy do Polski, przy bezsilności elit białoruskich, urzeczywistnienie krajowości jest zupełnie niemożliwe. Ale Contra Spem Speramus. Wierzył, że jego idea kiedyś się odrodzi, bo taka musi być kolej spraw na świecie, nie tylko w Europie.

Odnośnie do działu II redaktor uważał, że bez względu na tok spraw politycznych, gospodarczych, kulturalnych i religijnych jego prawem i obowiązkiem jest piętnowanie niesprawiedliwości i zaborczości aktualnych władz polskich względem mniejszości narodowych. Z całą bezwzględnością opisywał krzywdy szkolnictwa białoruskiego i litewskiego, nadużycia gospodarcze przez wydawanie szowinistycznych zarządzeń i ich bezwzględne wykonywanie. Artykuły korespondentów opisywały prozelityczną politykę Kościoła katolickiego i wprowadzanie per fas et nefas w kościele języka polskiego, chociaż wiadomo było, że godzi to szczególnie w lud białoruski. "Przegląd" opisywał z całą otwartością niesprawiedliwe i krzywdzące posądzanie prawie wszystkich związków białoruskich (kulturalnych, samopomocowych, nawet religijnych) o prowadzenie propagandy prosowieckiej tylko dlatego, że posługiwali się językiem zbliżonym do rosyjskiego i byli w większości prawosławni. Ludwik Abramowicz był szczególnie uczulony na antysemityzm, wszelkie jego objawy opisywał i piętnował w "Przeglądzie". Przegląd prasy żydowskiej, dopełniony artykułami oceniającymi, był stałą pozycją w "Przeglądzie Wileńskim". Bardzo często zapraszał dziennikarzy żydowskich do współpracy. W dziale III - Spraw Międzynarodowych, siłą rzeczy przeważały sprawy sąsiadów, a w szczególności Litwy. Stałym korespondentem, przynajmniej do roku 1931, był Michał Romer, który z reguły podpisywał się inicjałami m.r. Artykuły światopoglądowe podpisywał - M. Romer. Sprawy litewskie były przez Romera opisywane obiektywnie, ale z pewną dozą ostrożności w oskarżaniu polityki wewnętrznej. Unikał osądów nawet w takich sprawach jak reforma rolna, która ewidentnie uderzała w ziemiaństwo polskie. Czy "Przegląd" był obiektywny, jeżeli chodzi właśnie o położenie Polaków na Litwie? Na pewno nie. Dowodnie na to wskazują korespondencje Herbaczewskiego innych, które dla Polonusa z Auksztoty są wyraźnie nieobiektywne. Abramowicz nie ukrywał, że w swoim stosunku do Litwinów jest pobłażliwy, tłumaczył to tym, że to Litwini zostali pokrzywdzeni przez zabór przez Polskę Wilna i Wileńszczyzny. Uważał jako historyk, że tendencje separatystyczne Wielkiego Księstwa Litewskiego miały uzasadnienie, mimo wspólnych walk jeszcze w XIX wieku i w pewnym sensie zgadzał się z tautininkowską Litwą może był pod wpływem Romera, który jednak podchodził do nacjonalistycznej polityki Litwy z zastrzeżeniami.

Abramowicz z uwagą śledził też poczynania Związku Sowieckiego względem Białorusinów, aresztowanie elity intelektualnej sowieckiej Białorusi przez bolszewików uważał za katastrofę, która odbije się na mentalności całej zastraszonej społeczności białoruskiej, nie mówiąc już o pozostałych tam Polakach. Biadał nad prześladowaniami Kościołów i planowego odcinania od języka białoruskiego. Sprawy państw zachodnich były przedstawiane skromniej. Kwestie polityki zachodniej zaczęły bardziej interesować "Przegląd", gdy zaostrzyła się sprawa niemieckich tendencji imperialnych po dojściu do władzy Hitlera. Polityka polska względem Niemiec niepokoiła znacznie bardziej niż wyraźnie antyniemiecka polityka Litwy.

Działalność wojewody Bociańskiego miała fatalne skutki, jeżeli chodzi o pismo Abramowicza. Cenzura wkroczyła z całą bezwzględnością w sprawy czasopiśmiennictwa. W ostatnich latach "Przegląd" miał więcej numerów skonfiskowanych niż wydanych. Cóż z tego, że za każdym razem Abramowicz poddawał konfiskatę pod werdykt sądu i z reguły wygrywał. Jednak na rozesłanie i udostępnienie pisma było zawsze za późno i czytelnicy na próżno czekali na numer.

W roku 1929 Ludwik Abramowicz obchodził uroczyście swoje 25-lecie pracy publicystycznej, którą rozpoczął w Krakowie w roku 1904, drukując artykuł w postępowym piśmie "Ogniwo". Jubileusz najuroczyściej obchodzili współpracownicy z Muzeum i Biblioteki im. Wróblewskich, którzy byli nie tylko krajowcami, ale i osobistymi przyjaciółmi jubilata. Prasa wileńska po raz pierwszy i jedyny chwaliła redaktora "Przeglądu" za jego działalność i określała go jako człowieka o rzadkiej inteligencji, wyrozumiałości i wyjątkowym wyczuciu potrzeb społecznych. Prasa oceniała Abramowicza jako jednego z najzdolniejszych i najlepszych publicystów polskich.

1 grudnia 1931 r. Abramowicz przenosi redakcję na ul. Sierakowskiego nr 6 - to jest do własnego mieszkania. Przyczyny są dwie; najważniejsza to brak funduszy na skutek zmniejszającej się liczby czytelników i zasobów własnych. Drugą przyczyną jest zły stan zdrowia. Załamanie zdrowotne nastąpiło w drugiej połowie lat 30., kiedy był zmuszony do leczenia się w litewskiej klinice dra Legiejki. W ostatnich latach zmienia się cokolwiek profil pisma, więcej pisze się o napiętej polityce europejskiej, naturalnie nie zaniedbując spraw wileńskich.

Krytyka polityki wewnętrznej na Wileńszczyźnie sprawia, iż coraz częściej "Przegląd" jest konfiskowany. W drugiej połowie lat 30. co drugi numer nie trafiał do czytelnika. W drugim numerze 1938 roku redakcja zawiadamia czytelników o powrocie Redaktora do zdrowia. Nie na długo, stan zdrowia zmusza Abramowicza do zakończenia wydawania "Przeglądu" we wrześniu 1938 roku. W numerze 3-4 z 6 października pisze: "[...] zamykam definitywnie "Przegląd Wileński" założony przeze mnie w 1912 roku [...] Dziękując więc dotychczasowym współpracownikom i czytelnikom za ich poparcie [...] wyrażam nadzieję, że idea, której "Przegląd Wileński" wiernie służył [...] znajdzie szermierzy".

Zamknięcie "Przeglądu" odbiło się głośnym echem w publicystyce wileńskiej. Żałowali wszyscy, nawet ci, którzy przedtem go zwalczali. Cat-Mackiewicz po zamknięciu "Przeglądu" pisze ("Słowo" 15 X 1938): "Walczyliśmy z Panem Ludwikiem Abramowiczem co mieliśmy sił, aby dziś odczuwać pogrzeb jego pisma po trochu jako pogrzeb nas wszystkich, ludzi "tutejszych"". 12 stycznia 1939 r. ukazała się notatka w "Gazecie Codziennej": "Nagłe zasłabnięcie redaktora Abramowicza". Po trzymiesięcznej chorobie główny ideolog krajowości zmarł 19 marca 1939 roku. Oddźwięk po śmierci był mniejszy niż w rocznicę jego odejścia. Napięcia przedwojenne przygłuszyły stratę, jaką poniosło Wilno pod każdym względem.

Depesze kondolencyjne przysłali luminarze polscy i litewscy w osobach Birżyszki, Staszysa i Romera. Ludwik Abramowicz został pochowany na Rossie; tuż obok znajdują się obecnie groby Michała Romera i Czesława Jankowskiego, może to tylko zbieg okoliczności, ale znamienny.

W pierwszą rocznicę jego śmierci w Wilnie już litewskim wspominali o nim wszyscy, a Teodor Bujnicki poświęcił mu piękny wiersz. Artykuły poświęcone pamięci zmarłego zamieściło 11 pism polskich, litewskich, a nawet żydowskich.

Oprócz publicystyki Abramowicza pasjonowało kolekcjonerstwo naturalnie rzeczy związanych z Wilnem. Muzeum Biblioteki im. Wróblewskich, gdzie L. Abramowicz był kustoszem, posiada bardzo duży dział jego zbiorów, kolekcja, na którą składają się: druki regionalne, druki ulotne, dokumenty zabytkowe, Vilniana m.in. mapy Wielkiego Księstwa Litewskiego, grawiury, obrazy i fotografie. Szczęśliwie prawie wszystko ocalało i jest udostępniane do dziś na dogodnych warunkach.

W roku 1925 Abramowicz wydał kapitalną książkę Cztery wieki drukarstwa wileńskiego. Jest to krok milowy w badaniu historii książki Rzeczypospolitej obojga narodów, jak stwierdził prof. Bronisław Kocowski z wydziału Bibliotekoznawstwa we Wrocławiu.

Bogactwo faktów i informacji ze źródeł trudno dostępnych uwidacznia pracowitość i kunszt historyczny Autora. Na pierwszej stronie autor umieścił dedykację: "Tadeuszowi Wróblewskiemu i ukochanemu bratu Marianowi Abramowiczowi".

Jakim człowiekiem był L. Abramowicz w życiu codziennym? Domem i dziećmi nie zajmował się wiele, cały trud prowadzenia gospodarstwa, w warunkach czasem więcej niż skromnych, spadał na żonę, która dzielnie się z tego wywiązywała. Było to bardzo dobre i kochające się małżeństwo. Dzieci uczyły się świetnie, a starsza córka Zofia jeszcze przed wojną uzyskała doktorat na USB na Wydziale Filologii Klasycznej.

Ludwik był człowiekiem towarzyskim, dawniej należał do "Szubrawców", lubił wycieczki, dysputy w gronie przyjaciół. Przechował się w zbiorach rodzinnych Codex Szubrawski z Prawidłami Towarzystwa, gdzie wśród Sodales Juhiores figuruje Waga-Ludwik Karol Abramowicz-Niepokójczycki. Jeszcze w latach dwudziestych są oznaki, że zajmował się sportem, gdyż zachowało się jego zaproszenie na rozgrywki tenisowe, w których też brał udział. Do końca należał do towarzystwa filatelistów i numizmatyków. Był człowiekiem nieprzeciętnym, jednym z najlepszych publicystów w Polsce, kochającym swój kraj, któremu poświęcił prawie całe swoje życie. Nie był doktrynerem, realnie oceniał możliwości osiągnięcia swoich ideałów. Na zakończenie należy zacytować zdanie, które wypowiedział do córki, młodej studentki, kiedy wyjaśniał jej swoje poglądy na temat możliwości realizacji krajowości jako porządku państwowego. "Idea krajowa długo jeszcze zapewne pozostanie niepopularna, jak każda idea nakazująca poskromienie egoizmów narodowych i wyrzeczenia się pewnych bezpośrednich i pozornie wielkich korzyści w imię dobra większej całości" ("Gazeta Codzienna" 1940).

***

Bardzo dziękuję Elżbiecie i Stefanowi Makowieckim za udostępnienie domowego archiwum i fotografii oraz za pomoc merytoryczną, a także Jurate Burokaite i Wandzie Tumialisowej za pomoc w zgłębianiu dokumentów w języku litewskim.

Maria Nekanda-Trepka

Ostatni obywatele Wielkiego Księstwa Litewskiego. Lublin 2005

Nasz Czas 19/2005 (668)

Nasz Czas