…Społeczeństwo dojrzałego narodu winno być jak rozwarty szeroko wachlarz. Niewątpliwie tak. Dodałbym od siebie, że im więcej ponad 180 stopni rozwarcia tego wachlarza, tym więcej świadczy o dojrzałości, dynamice, a więc i bogactwie myśli społeczeństwa. Podczas gdy zwinięty w mocnej garści robi wrażenie raczej krótkiej pałki.  Józef Mackiewicz. Kompleks niemiecki. Kultura, 1956

Szanowny Panie!
Nie widzieliśmy się nigdy i nie dzieliliśmy się swymi myślami, które przy bliższej znajomości stałyby się zapewne - „dumami", pełnymi troski palącej i jadowitej trwogi.
Nie znamy się, a jednak coś podszepnęło Panu myśl, by przysłać mi swój Bunt rojstów. Wyczuł Pan dobrze, że książka ta padnie na moje biurko, jak „te wici ogniste, jak ta zapowiedź wojny". I tak się też stało...
Każdy, najmniejszy reportaż, umieszczony w książce Pana, żywym echem odbił się w moim sercu i obudził w nim wspomnienia tego, co przejrzałem własnymi oczyma, co przeczułem i przeniknąłem instynktem pisarza i podróżnika, przemierzając rojsty, hała, puszcze, wąwozy, wierchy górskie, jary i bezkresną równinę naszych kresów, a czego z bezwzględnością chirurga w swoich książkach opisać nie mogłem, gdyż moje książki przeznaczone są jak gdyby „na wyrost", na ten szczęśliwy okres naszej gospodarki państwowej i dojrzałości myśli politycznej, kiedy to Bunt rojstów stanie się niezmiernie ważnym i pouczającym dokumentem historycznym wartości pierwszorzędnej.


Prawdziwą zasługą Pana jest śmiałe odsłonięcie rzetelnej prawdy o naszych kresach, gorące serce autora, łomocące szybkim tętnem, współczucie i miłość dla ludzi, zapomnianych przez wszystkich oprócz sekwestratora i rzutkich przedstawicieli „radosnej twórczości", co to wolą wpisać do „księgi bierczej" trzy złote podatku, zabrać sielawy rybakom, wspaniałomyślnie pozwalając im sądzić się ze Skarbem Państwa, czy z jakąś tam potężną Dyrekcją.
Po co się troskać o to? Cisza zapanuje na rojstach i spokój, bo prze¬cież koniec końców można się do czegoś dogadać, a że taka „radosna twórczość" i „ścisłe wykonanie przepisów i cyrkularzy" raz po raz kompromituje władze naszego młodego Państwa, że podkopuje zaufanie do niego, że toruje drogę dla agitacji ościennej lub daje powód do niespodziewanych i tragicznych analogii - o tym ani pan sekwestrator, ani też jakiś tam kierownik referatu rybackiego przepisowo nie jest obowiązany myśleć i troskać się, skoro kolejny swój „kawałek" załatwił „sprężyście" i w oznaczonym terminie.
To już sprawa rządu centralnego w Warszawie, jak tam będzie w Sejmie replikował, gdy mu któryś z posłów oświadczy, że „bunt nad brzegami Narocza przejdzie jako fakt do historii ludzi, którzy bronili swych słusznych praw, praw własności prywatnej", a następnie zapyta, czy czasem „legenda rybackich pokoleń nie uwieńczy go laurem eposu".
Ktoś przecież, gdzieś i kiedyś zmuszony będzie odpowiedzieć uczciwie, bez wykrętów, jak i dlaczego tak marnie się skończyły górnolotne, bankietowe, radosno-twórcze projekty o „drugiej Gdyni" na Dźwinie, o porcie, o bindudze drzewnej, o ekspansji towarowej, o tym oknie dla północno-wschodniej połaci Rzeczypospolitej, gdzie teraz nędza panuje i rozpacz, gdzie stoją nieodbudowane po wojnie kamienice i tworzą się nowe ruiny, gdzie padają przegniłe płoty i takież chaty… gdy tymczasem wciąż jeszcze mówi się o „szczęśliwych dniach Aranjuezu", pisze, obiecuje i projektuje, wciąż projektuje, by wbić do łbów „szarych" obywateli przekonanie, że „byczo jest na świecie", nawet na tym poleskim czy brasławskim - skoro w jakiejś zatraconej mieścinie wśród rojstów i uroczysk puszczańskich odbyło się „święto" morza, dni marzeń o ko¬loniach, dni LOPP-u... a w puszczy nad Szpigujcem są kapitalne łosie i świetne tereny myśliwskie dla „czynników miarodajnych" z Warszawy.
Tak, Bunt rojstów jest książką buntowniczą, bo z każdej strony jej krwią serca bije pod szare, posępne niebiosa tej piaszczystej i „hriaznoj" ziemi wołanie namiętne:
- To tylko państwo jest godne posiadać własne prawa, w którym każdy obywatel tego swego prawa broni!
Jeżeli tak nie będzie, to wtedy rozpacz i beznadzieja bardziej roz¬płomieni „błędne ogniki", co to pełgają już nad rojstami, na hałach i w ciemnej puszczy.
Opisuje Pan niepokojący postęp sekciarstwa- tego niebezpieczeństwa nie tylko dla Cerkwi prawosławnej, ale też - dla Kościoła katolickiego i Państwa.
Przypomnijmy sobie analogiczne zjawiska w Rosji pomiędzy 1895 a 1917 rokiem, wszystkich tych sławetnych braci Skitskich, Mołotowa, Krasnycha, Rasputina, Iwana Bosego itp.
Nie były to li tylko przejawy egzotyzmu Kościoła wschodniego ani tym mniej „orgiastyki nomadów", lecz zawierały w sobie znamiona nastroju zbiorowej psychiki społeczeństwa.
Groźne były te „błędne ogniki" dla Imperium Rosyjskiego i o tym, co sygnalizowały, pamiętać należy w najbardziej choćby ucywilizowanym, postępowym i praworządnym państwie, pamiętać tak, jak się to zaleca w stosunku do „zarazy morowej".
Dobrze więc się stało, że zaczął Pan reportaże swoje od Błędnych ogników. Odgrywają one bowiem rolę ostrzegawczej formuły rzymskiej - caveant consules, a po przeczytaniu całej książki Pana odżywają ponownie i migają przed oczyma coraz potężniejsze, bardziej wyraziste, niepokojące, wymagające czujności, alarmujące o pomoc, o pomoc dla kresów, dla niewidzialnych na rojstach, choć „szarych", lecz, na miły Bóg, polskich obywateli. Obywateli; posiadających pełnię praw i obowiązków, gdyż służą „w ułanach" i jako żołnierze potrafią umrzeć pięknie i dostojnie w obronie Polski, płacą podatki, nie wszczynają innych, poza Naroczem, buntów, przeważnie milczą - od wieków cierpliwi i niewymagający...
Cierpliwi i niewymagający... choć i do ich zapadłych kątów dobiegła już radosna nowina, że obywatel polski obdarzony jest nie tylko obowiązkami, ale i prawami, a wśród nich najistotniejszym jest przecież prawo życia.
Pierwodruk: List zamiast przedmowy, [w:] Józef Mackiewicz: Bunt rojstów, Wilno 1938, s. VII-
Opublikowano na podstawie: Józef Mackiewicz i krytycy. Antologia tekstów pod redakcją Marka Zybury. LTW, Łomianki 2009.

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com