…Społeczeństwo dojrzałego narodu winno być jak rozwarty szeroko wachlarz. Niewątpliwie tak. Dodałbym od siebie, że im więcej ponad 180 stopni rozwarcia tego wachlarza, tym więcej świadczy o dojrzałości, dynamice, a więc i bogactwie myśli społeczeństwa. Podczas gdy zwinięty w mocnej garści robi wrażenie raczej krótkiej pałki.  Józef Mackiewicz. Kompleks niemiecki. Kultura, 1956

Historia życia Sergiusza Piaseckiego przypomina powieść przygodową. Był szpiegiem, szulerem, pospolitym przestępcą, narkomanem, żołnierzem AK, ale przede wszystkim – jednym z najciekawszych polskich pisarzy XX wieku. 12 września mija 45 lat od śmierci autora „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy” i „Bogom nocy równi”.

Sergiusz Piasecki urodził się 1 kwietnia 1901 roku w małej wiosce Lachowicze niedaleko Baranowic, jako nieślubne dziecko zrusyfikowanego szlachcica Michała Piaseckiego i białoruskiej wieśniaczki. Wychowywała go – bardzo surowo – konkubina ojca, a w domu rodzinnym przyszłego polskiego pisarza mówiono wyłącznie po rosyjsku.

Już jako kilkunastoletni chłopak Piasecki trafił do więzienia z powodu bójki w szkole. Udało mu się uciec a potem, podróżując na gapę trafił do Moskwy, gdzie właśnie rozpoczęła się rewolucja bolszewicka. Kilkunastoletni Piasecki przez kilka lat krążył z miasta do miasta korzystając z chaosu, jaki zapanował na kresach. Przez pewien czas mieszkał ze złodziejami w Mińsku, potem zaciągnął się do walczących o niepodległość oddziałów białoruskich, następnie przeszedł do polskiej Dywizji Litewsko-Białoruskiej, która w tym czasie zajęła Mińsk i podążała z ofensywą na wschód. Uczestniczył w obronie Warszawy podczas wojny 1920 roku.

Po zakończeniu wojny Piasecki krążył w okolicach Wilna zajmując się m.in. szulerką, produkcją pornograficznych zdjęć, fałszowaniem czeków i dokumentów. Ten okres życia opisał po latach w powieści „Żywot człowieka rozbrojonego”.

W minioną sobotę na Litwie zostało powołane ugrupowanie polityczne, które otwarcie deklaruje swój prosowiecki charakter. W ramach wyraźnie prokremlowskiego kursu programowego Związek Ludowy, deklaruje również działania na zbliżenie z reżimem Aleksandrem Łukaszenki oraz zacieśnienie współpracy z Kazachstanem.

Na czele partii stoi inicjatorka jej powołania była premier Litwy Kazimiera Prunskienė.

Jak informowały środki masowego przekazu, podczas zjazdu założycielskiego K. Prunskienė otwarcie przyznała się do promoskiewskich sympatii, a wśród zagranicznych gości zjazdu honorowe miejsce zajmowała delegacja moskiewskich polityków z szefem komitetu spraw zagranicznych Dumy Konstantinem Kosaczowym na czele.

Wiesz, dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz próżny. Ignacy Krasicki.

Pisząc w części I o panoszeniu się na Litwie i wobec Litwy polactwa z Polski, odnotowaliśmy, iż za minione lata wyhodowało ono sobie w naszym kraju partnera, którego wyrafinowane działania wycelowane są przede wszystkim w szkolnictwo oraz najbardziej bezbronną, wiekową część ludności polskiej na Litwie. W połączeniu z bezwzględnością i zerowym poziomem kultury oraz zakłamaniem do szpiku kości tworzy się zwielokrotniony prototyp „nauczycieli”, których autor „Polactwa” odnosi do kategorii półinteligentów, chamów, durniów i mętów.

2 stycznia br. na łamach „Rzeczpospolitej Rafał A. Ziemkiewicz zauważa, że Polska, jaką nam przez ostatnie dwie dekady zbudowano pod dyktando grup interesu wyrosłych z peerelu − zdeptanej, spustoszonej przez Stalina z Hitlerem i zbolszewizowanej kolonii − jest państwem, w którym brak sprawiedliwości stanowi zasadę ustrojową. Państwem, w którym o sukcesie, awansie i miejscu w hierarchii społecznej nie decydują zdolności, przedsiębiorczość, praca ani pożytek dla innych, ale przede wszystkim przynależność lub brak przynależności do grupy uprzywilejowanej, powiązania, znajomości, koneksje, układy. Obojętne, czy mówimy o biznesie, służbie publicznej, nauce, wolnych zawodach, tak zwanej kulturze czy innych dziedzinach. Jest zasadą, że protegowany zawsze wygrywa u nas z utalentowanym(…)

Na takim właśnie polactwie z Polski i jej rządach wzoruje się „nasze” litewskie polactwo.

 „Ludzie są śmiertelni a Rzeczpospolita wieczna”

Stefan Czarniecki

Kraków 1655 (w czasie „potopu szwedzkiego”)

 Naród Polski zanotował wstrząs, który nie znajduje precedensu we współczesnej historii – opinie utrzymane w tym duchu obiegają Rzeczpospolitą i wychodzą daleko poza nią odkąd tylko zagrzmiała wiadomość o tragicznej śmierci Jego Ekscelencji Pana Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, prezydenckiej małżonki oraz znaczącej części polskich elit: politycznej, wojskowej i społecznej. Na pokładzie było 96 osób. Większość nie była możliwa na miejscu do zidentyfikowania, w tym ciało Marii Kaczyńskiej.

Jedno pytanie powraca bezustannie: czy katastrofa samolotu w Smoleńsku może przyczynić się choć do częściowej odmiany oblicza narodu polskiego? Jeśli tak jak w większości komentarzy odpowiemy twierdząco, w opinii tej – jak się wydaję – nie będzie nic z egzaltacji, nic z tej emocjonalnej przesady, właściwej dla chwil powszechnego wstrząsu. I wbrew pozorom nie gra tu wiodącej roli fakt, że na pokładzie prezydenckiego samolotu znajdował się kwiat polskiej władzy, rządu, parlamentu, wojska i Kościoła – najbardziej wpływowe osobistości. Cios dla systemu sprawowania władzy jest, rzecz jasna, dotkliwy. Obsada wakujących stanowisk dokonuje się jednak automatycznie drogą objęcia funkcji przez dotychczasowych zastępców. Oficjalne nominacje również posiadają jasne umocowania konstytucyjne. Dlatego wydaje się, że wymiar tej narodowej tragedii nabiera szczególnej roli dopiero na płaszczyźnie życia całej zbiorowości, która stanęła przed dziejowym wyzwaniem pokonania swoich niedostatków i słabości. Wbrew pozorom nie jest to dar częsty w najnowszych dziejach Polski. Sądzę właśnie, że w tej materii najprędzej można oczekiwać zmian.

Gdy Hitler ze Stalinem podzielili wschodnią Europę, sowiety wkroczyli doń czerwoną armią w latach 1939 – 40, i był to początek tego nowego okresu, o którym nikt na świecie nie wiedział przedtem, w co się wyrodzi kraj i ludzie, gdy zostaną opanowani przez współczesny bolszewizm ( Józef Mackiewicz. Droga donikąd).

W chwili, gdy ucichły emocje w sprawie pisowni nazwisk Polaków na Litwie, a jeszcze nie wybuchły przygotowywane kolejne konfrontacje informacyjne, można spokojnie i bez emocji wrócić do tematu. A wrócić trzeba chociażby z tego powodu, że szeroko zakrojona negatywna kampania propagandowa uformowała opinie, które nie wiele mają wspólnego z rzeczywistością i prawdą, o czym świadczą obserwacja publikacji prasowych i internetowych w języku polskim oraz spotkania z odwiedzającymi Wilno gośćmi. Zresztą, trudno by było uwierzyć, iż głośna szarpanina medialna miała na celu naświetlanie prawdy.

Co ciekawe, że również tu w Wilnie – i ci, co chcą Litewskim Polakom nazwiska zmieniać i ci, co nie chcą się zgodzić na takie zmiany – najwyraźniej temat potraktowali powierzchownie, nie mając pojęcia ani o faktycznej sytuacji w stołecznym regionie, ani o drogach realizacji takiej decyzji, gdyby była przyjęta, ani o jej konsekwencjach. Również dlatego wypada zabrać głos w temacie.

A więc przede wszystkim – jak wygląda dziś pisownia imion i nazwisk Litewskich Polaków w opinii tych, co mieszkają poza Litwą a odbierają informację w języku polskim? Z rozmów i zapytań raczej wynika, iż w rezultacie kampanii, przeprowadzonej na zasadzie półprawdy, większość odbiorców informacji jest przekonana, iż Litewskim Polakom, obywatelom Litwy, do nazwisk nie tylko są dodawane litewskie końcówki, ale ich nazwiska wręcz powszechnie są tłumaczone na język litewski, i że każdy Wróblewski od chwili ogłoszenia przez Litwę niepodległości jest już Żvirblisem. Publikacje w postsowieckich polskojęzycznych pismach na Litwie jak np. „Kurier Wileński”, „Tygodnik Wileńszczyzny” i „Magazyn wileński” oraz w „Radiu „Znad Wilii”, rozsyłane przez redakcje korespondencje w stylu Wyrok przeciw Polakom najwyraźniej zrobiły swoje.

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com