Na łamach litewskiej prasy


Jonas Rudokas

Józef Piłsudski - wróg niepodległości
Litwy czy jej wybawca?

Przed 85. laty toczyły się decydujące bitwy o wolność Polski, a ich skutki miały również wpływy na Litwę. Historiografia wśród innych nauk najbardziej cierpi na skutek upolityczniania, kiedy, schlebiając władzom lub dominującej opinii publicznej, świadomie fałszowane są dzieje albo wydarzenia z przeszłości i działacze są przedstawiani prymitywnie - wyłącznie w różowych lub czarnych kolorach. To nie tylko jest niesprawiedliwe, ale i nudne, co często widzieliśmy w latach sowieckich; niestety, nie brakuje tego również obecnie.

Procesy zachodzące w przeszłości były naprawdę złożone, pełne paradoksów - na przykład wojna 1920 r. Rosji Radzieckiej z Polską, rola w niej J. Piłsudskiego oraz wpływ jej skutków na niepodległość Litwy.

Armia Czerwona maszeruje na Zachód

Wojna ta rozpoczęła się z inicjatywy Polski i jej lidera J. Piłsudskiego od razu po porażce marszu na Moskwę Antona Denikina. Polacy mieli skoncentrowaną silną armię, ale nie pomogli Denikinowi bić bolszewików, ponieważ wszyscy wodzowie wojsk białych nie chcieli nawet rozmawiać o niezależności Polski, Finlandii i innych nowo powstałych państw od "jednolitej i niepodzielnej" Rosji.

W wojnie Rosji Radzieckiej z Polską stosunek sił zbrojnych na Ukrainie wynosił: piechoty, kawalerii - 1: 4, artylerii 1:2,5 na korzyść Polski, dlatego po rozpoczęciu działań wojennych 25 kwietnia 1920 r. wojska polskie szybko posuwały się do przodu i rychło zajęły Kijów. Zamiary J. Piłsudskiego były ogromne: przywrócić Polsce granice z 1772 roku, nieco ją zmodernizować - stworzyć federację, w której by rządzili Polacy poprzez rządy marionetkowe Ukrainy, Białorusi, Litwy. To by pozwoliło Polsce uzyskać status dużego państwa. Zamiary te maskowały piękne hasła: stworzyć bastion cywilizacji chrześcijańskiej przeciwko bolszewizmowi i barbarzyńcom ze Wschodu. J. Piłsudski oświadczył prasie zachodniej: "Na bagnetach niesiemy wolność nieszczęśliwym krajom". Takiemu potężnemu państwu były oczywiście potrzebne porty na Bałtyku i Morzu Czarnym...

Nie było jednak sądzone ziścić się tym planom. Armia Czerwona szybko zespoliła siły i przystąpiła do realizowania swych nie mniej wielkich i ambitnych planów. Podstawowy Włodzimierza Lenina i Lwa Trockiego atut - prawie półmilionowa armia, która na głównym odcinku frontu aż trzykrotnie przewyższała siły polskie. Dowodzenie objął znany już rewolucyjny wódz armii Michał Tuchaczewski. Istniał jeszcze jeden argument - ludzie pracy Polski powitają Armię Czerwoną z kwiatami, bardzo się ucieszą z wyzwolenia spod ucisku miejscowych obszarników i kapitalistów. Ponadto spodziewano się powstania proletariatu Węgier, Czech, a nawet Włoch, co spowoduje że rozpocznie się tak oczekiwana rewolucja światowa.

Dlatego M. Tuchaczewski, rozpoczynając 2 lipca 1920 r. marsz, wydał nader rewolucyjną odezwę: "Czerwonoarmiści! Wybiła godzina. Na Zachodzie rozstrzyga się los rewolucji światowej. Na bagnetach niesiemy wolność (to samo hasło! - J.R.) i pokój ludowi pracującemu. Ustawiajcie się w kolumnach bojowych, nadszedł czas marszu na Wilno, Mińsk, Warszawę. Marsz!"

W owym czasie ofensywa bolszewików nabrała już pędu i uwieńczyła się sukcesem na Białorusi i Ukrainie, ogarnęła Litwę Wschodnią: czerwona kawaleria zajęła wkrótce Święciany, zaś 14 lipca po 6-godzinnej bitwie - Wilno. Zgodnie z dyrektywą Warszawa miała być wzięta najpóźniej 12 sierpnia. W Białymstoku był już sformowany Tymczasowy Polski Komitet Rewolucyjny z Feliksem Dzierżyńskim na czele, Moskwa przydzieliła mu 1 miliard rubli. Zdawało się, że niewiele brakowało, by hordy bolszewickie zalały Europę Zachodnią.

Jednakże zdarzył się cud nad Wisłą: pod murami Warszawy bolszewicy ponieśli druzgocącą porażkę. Walka rozpoczęła się 13 sierpnia, w dniu następnym zaś Polacy przeszli do natarcia, Armia Czerwona zaczęła się cofać, ponosząc olbrzymie straty. Do dziś dokładnie nie wiadomo, ilu było poległych, przypuszcza się, że ogółem te straty wyniosły 232 tys. żołnierzy, w tym 146 tys. trafiło do niewoli polskiej, z tego 60 tyś. żołnierzy zmarło z głodu. Zwycięstwo Polaków również drogo kosztowało - 184 tys. poległych.

Przyczyn porażki było dużo: błędy dowodców szczególnie M. Tuchaczewskiego, pomoc Polakom z Zachodu, w tym największa Francuzów, itp. Jedną z głównych przyczyn wymienił Klimient Woroszyłow: "Oczekiwaliśmy po polskich robotnikach i chłopach powstań oraz rewolucji, a doczekaliśmy się szowinizmu i tępej nienawiści do "ruskich". J. Piłsudski zaś wyjaśnił, dlaczego tak się stało: rzekomo była to próba wzniecenia rewolucji "ze strony", Polacy zaś są zbyt bliskimi sąsiadami Rosji, by naśladować dokonywane w niej eksperymenty... W ten sposób upadł potężny marsz bolszewików na Zachód.

Jeszcze jedna próba wprowadzenia
władzy radzieckiej na Litwie

Właśnie w czasie, gdy w Kraju Wileńskim rozbrzmiewał huk dział, 12 lipca w Moskwie, po długich i ciężkich pertraktacjach, został zawarty między Litwą a Rosją Radziecką traktat pokojowy, który głosił:" Rosja bezwzględnie uznaje samodzielność i niezależność... Państwa Litewskiego oraz dobrowolnie po wsze czasy zrzeka się wszystkich suwerennych praw Rosji, jakie miała względem narodu litewskiego i jego terytorium". Wielu może pomyśleć, że jest to jedyna i ostateczna decyzja W. Lenina, przecież słowa te sam wpisał do projektu traktatu pokojowego.

Jednakże wielki wódz proletariatu był elastycznym politykiem i działał jednocześnie na dwa fronty. Razem z Armią Czerwoną przybyli do Wilna Vincas Mickievičius - Kapsukas, Zigmas Aleksa - Angarietis i założyli KC KP Litwy i Białorusi, zaczęli wydawać gazetę "Komunistas", w pierwszym numerze której grubą czcionką głosili hasło: "Niech żyje w Litwie sowiecki rząd robotników i chłopów małorolnych!", przepowiadano, że wkrótce "nie tylko Wilno, ale i Kowno oraz inne miasta Litwy będą wolne nie tylko od polskich panów, ale litewskich obszarników i innych bogaczy", nawoływano do "organizowania się, uzbrajania i wypędzania precz swych nieprzyjaciół."

Wszystko to już się działo. Komunistyczna Partia Litwy i Białorusi poprosiła Moskwę o dostawy broni, doświadczonych specjalistów oraz 14 mln ost marek na przygotowywanie powstania i prośba ta była prawdopodobnie spełniona. Korzystając z okazji, że po zawarciu traktatu pokojowego do Litwy wracały tysiące uciekinierów, do naszego kraju z fałszywymi dokumentami przysłano 827 wojskowych, 50 oficerów, tylko do Kowna przybyło 600 agentów moskiewskich. Udali się oni do wszystkich zakątków kraju, szukali zwolenników partii komunistycznej, nauczyli tych ostatnich posługiwać się bronią, obalać władzę. Za dobre wynagrodzenie przemytnicy dostarczali broń: jak ustalił później wywiad Litwy dostarczono 970 karabinów, 870 rewolwerów, 1070 granatów, 16 pudów materiału wybuchowego - spisek przygotowano o wiele lepiej od poprzedniej próby podobnego przewrotu, miał być zrealizowany 29 sierpnia 1920 r., 19 osób miało zorganizować na Litwie oddziały KC, które by rozstrzeliwały wszystkich podejrzewanych o "kontrrewolucję".

Jak w swych wspomnieniach pisał później jeden z uczestników tych wydarzeń Stanisłovas Vaupsas, który w czasie wojny był partyzantem na Białorusi i tam zdobył stopień pułkownika oraz gwiazdę bohatera Związku Radzieckiego- organizowanie powstania nie było łatwym zadaniem, gdyż wywiad litewski dosyć dobrze strzegł granic państwa i łapał obcych agentów, ale ratowały pieniądze hojnie przysyłane z Moskwy. Jednak początkowo nie wiedziano dokładnie, dlaczego ci ludzie tak ciągną do Litwy - dopiero w końcu roku podsumowano wszystkie dane i wyjaśniło się jak wielkie niebezpieczeństwo groziło wówczas młodej republice: w wielu miejscowościach zorganizowano już ogniska powstania, w warunkach podziemia rozpoczęto formowanie nowych organów władzy rewolucyjnej. W Wilnie zaś Z. Angarietis zorganizował batalion pomocy, który na sygnał miał przekroczyć granicę litewską i pomóc znajdującym się tu buntownikom obalić istniejącą władzę.

17 sierpnia gazeta "Komunistas" ogłosiła, że "powstali robotnicy polscy przy pomocy Armii Czerwonej zajęli Warszawę. Teraz mogą stanąć do walki również robotnicy Litwy oraz chłopi małorolni. Teraz już nie grozi niebezpieczeństwo, że panowie polscy przyjdą do Litwy, by tłumić wystąpienia robotników litewskich. Witaj Czerwona Warszawo! Pozdrawiamy ciebie i pragniemy, aby i w Kownie wzniósł się sztandar Rewolucji! Niech żyje Czerwona Polska Sowiecka!"

Jednakże ani V. Kapsukas, ani Z. Angarietis nie wiedzieli, że akurat w tym dniu Polacy rozgromili pod Warszawą armię M. Tuchaczewskiego i zaczęli gonić ją wstecz, dlatego Warszawa nie stała się czerwoną i nie powstała "sowiecka Polska". 19 sierpnia V. Kapsukas wysłał jeszcze telegram do W. Lenina prosząc o wyzwolenie Kowna, lecz otrzymał odpowiedź, że "teraz, kiedy się cofamy spod Warszawy, nie jest to odpowiedni moment na taki marsz".

Jak pisze S. Vaupsas, wkrótce specjalni kurierzy partii komunistycznej odwiedzili wszystkie ogniska buntu i odwołali go: "Powstanie zbrojne, jak dobrze by nie było przygotowane, nie miało szans na zwycięstwo, ponieważ bez postronnej bezpośredniej pomocy wojennej skazane byłoby na olbrzymie ofiary i upadek". Buntownicy rozbiegli się, nikt z nich nawet nie został ukarany.

Tak więc J. Piłsudski oraz dowodzone przez niego wojsko obronili Polskę i uratowali Litwę od przywrócenia latem 1920 r. tu władzy radzieckiej. Wariant Gruzji, kiedy to po podpisaniu traktatu pokojowego, kraj drogą zbrojną zwrócono imperium, u nas się nie powtórzył - tymczasem...

"Veidas", 25 08 2005 r.

Nasz Czas 19/2005 (668)